Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Tenis Być albo nie być Radwańskiej

Być albo nie być Radwańskiej

Tenis | 29 stycznia 2015 18:01 | Hubert Błaszczyk
Agnieszka Radwańska z Tomaszem Wiktorowskim.
fot. Flickr
Agnieszka Radwańska z Tomaszem Wiktorowskim.

Tegoroczny sezon będzie przełomowy dla Agnieszki Radwańskiej. Jeśli wytrzyma mentalnie współpracę z Martiną Navratilovą, wskoczy na wyższy poziom. W przeciwnym wypadku nadal będzie czarować w mniejszych imprezach. Turnieju wielkoszlemowego jednak nie wygra.


O tym, że współpraca z Navratilovą nie będzie sprintem na 100 metrów, Radwańska mogła przekonać się po porażce w 4 rundzie Australian Open z Venus Williams. Amerykanka w Tennis Channel nie szczędziła krytycznych uwag pod adresem Polki. Bez ogródek powiedziała, że pod względem taktycznym Agnieszka zasłużyła na jedynkę, a woleje grane przez jej zawodniczkę wcale nie przypominały tych, wykonywanych podczas treningów.


Ostro. Navratilova nie zachowała politycznej poprawności, ale tej Radwańskiej potrzeba najmniej. Przez ostatnie lata w jej teamie niekwestionowanym szefem był spokojny Tomasz Wiktorowski, któremu kompetencji nie można odmówić, ale charyzmy Navratilovej już na pewno tak. Do wyobraźni zawodników przemawiają sukcesy, dlatego Murray związał się z Ivanem Lendlem, a Djokovic z Borisem Beckerem.


Agnieszka Radwańska ma do wyboru dwie drogi. Może obrazić się na krytykę. Ten wariant był już przerabiany, kiedy w boksie Agnieszki siedział jej ojciec – Robert. Może też pracować nad słabszymi stronami i starać się wyeliminować błędy. Oczywiście, nie nastąpi to z dnia na dzień. Ręki Navratilovej w grze Polki nie zobaczymy jutro, ani nawet za miesiąc. Pierwsze oceny będzie można wystawiać po Wimbledonie. Pół roku to odpowiedni okres czasu, żeby zmienić pewne nawyki już ukształtowanej tenisistki.


Największe rezerwy Radwańskiej drzemią w sferze mentalnej. Podczas Wielkich Szlemów liczy się stabilność i szczęście. To drugie Polka w trakcie swojej kariery już miała. W 2013 roku droga do triumfu w Wimbledonie była wyczyszczona. Wystarczyło pokonać w półfinale Sabinę Lisicki, by w finale zmierzyć się z Marion Bartoli, która ze stylem gry krakowianki zawsze miała ogromne kłopoty. Niemka okazała się jednak wytrzymalsza psychicznie i wygrała po trzysetowym maratonie. Szanse Radwańska miała też przed rokiem w Australii. Wtedy w półfinale przegrała z Dominiką Cibulkovą, z która wcześniej przegrała jedno spotkanie na sześć!


W tenisie najważniejsza jest głowa. Jeśli ona nie pracuje trudno wygrać mecz. Potwierdził to tegoroczny pojedynek w Melbourne z Venus Williams. Mecz z Amerykanką był typową wojną mentalną. Radwańska prowadziła w trzecim secie 1:0 i 40:15, by przegrać 1:6. Nie można dziwić się Navratilovej, że wystawiła Polce jedynkę. Na takim poziomie niewykorzystane szanse zazwyczaj znajdują swoje odzwierciedlenie w wyniku.


2015 rok będzie więc dla Radwańskiej przełomowy. Jeśli dogada się z Navratilovą, powinna wskoczyć na wyższy poziom. Pod względem tenisowym ma wszelkie narzędzia, by to zrobić. Wystarczy dodać nieco agresji, popracować nad drugim podaniem i wykorzystywać szanse przy siatce. O to zadba Amerykanka. Na korcie Polka musi jednak sama sobie pomóc, a to będzie zadaniem zdecydowanie trudniejszym. Za plecami Radwańskiej czekają młode, gniewne zawodniczki, które nie mają nic do stracenia. Wchodzą na kort i grają swój najlepszy tenis. Madison Keys nie jest odosobnionym przypadkiem. Zdecydowanie trudniej jest utrzymać się na szczycie niż na niego wejść. Przekonał się o tym Jerzy Janowicz. Radwańska jest stabilniejsza, ale jeśli nie zaakcentuje swojej obecności w czołówce w znaczący sposób, zakończy karierę z poczuciem niewykorzystanej szansy.

 

HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk

Kategoria: Tenis
Komentarze (0)