Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Tenis Epoka tenisowych cyborgów
Andy Murray (z lewej) i Novak Djokovic (z prawej).
fot. Facebook
Andy Murray (z lewej) i Novak Djokovic (z prawej).

Epoka tenisowych cyborgów

Tenis | 03 lutego 2015 11:38 | Hubert Błaszczyk

Finał Australian Open pomiędzy Novakiem Djokovicem a Andym Murrayem jednych porwał, a innych znudził. To był pojedynek na wyniszczenie. Kondycja i psychika jeszcze nigdy wcześniej nie odgrywały takiej roli w tenisie. Coraz rzadziej liczą się kończące uderzenia. Atakujący tenis Krajicka, Ivanisevica czy Federera powoli odchodzi w niepamięć. Do głosu dochodzą Djokovic, Murray czy wcześniej Nadal. Zawodnicy, którzy potrafią zmusić przeciwnika do błędu, kompletnie rozsypać jego tenis.

 

Nie chcę oceniać w tym miejscu, czy to dobrze czy źle. Mi taki tenis nie odpowiada. Ale rozumiem w przeciwieństwie do komentatorów niedzielnego finału, że można mieć inne zdanie. Finałowy mecz Murraya z Djokovicem był ucztą dla koneserów. Dwa sety, trwające 2,5 godziny – to nie zdarza się w zawodowym tenisie często. Obaj zawodnicy prezentują jednak podobny styl. Nie serwują mocno, opierają swoją grę na wymianach zza linii końcowej i świetnie returnują. W dodatku są świetnie przygotowani kondycyjnie, mogą bez większych problemów toczyć długie tenisowe boje. Tak wygląda tenis cyborgów, których jednym ograniczeniem jest psychika. Tę mocniejszą ma Djokovic, co pokazał w niedzielnym finale. Murray miał mecz na tacy. Prowadził 2:0 w trzecim secie i kompletnie się posypał. Zaczął atakować, kombinować. Gdyby trzymał się swojej taktyki prawdopodobnie by wygrał. Szkot bowiem jak żaden inny tenisista na świecie, potrafi wybić z uderzenia swoim monotonnym graniem rywali. Przy nim nawet Nick Kyrgios wygląda jak ostatni nudziarz. Jedynym ograniczeniem Murraya jest jego psychika i porywczy charakter, dlatego po stronie jego sukcesów jest wygrany US Open 2012, Wimbledon 2013 roku i turniej Igrzysk Olimpijskich w 2012 roku.

 

Nie będę ukrywał, że jestem fanem ofensywnego tenisa. Takiego, po którym można składać ręce do oklasków. Stylu serve and volley – niestety odchodzącego już do lamusa. Dlatego z setki wypadł Łukasz Kubot, bo w tenisie przyszłości nie ma miejsca na efektowne akcje. Trzeba popełnić mniej niewymuszonych błędów od rywala, a to z przeciwnikami pokroju Serba czy Szkota jest prawie niemożliwe. Trzeba mieć dzień konia. Taki jak choćby podczas półfinału Wimbledonu w 2013 roku miał Jerzy Janowicz. Koncentracji wystarczyło mu jednak tylko na dwa i pół seta i to Murray, a nie Polak znalazł się finale.

 

Podziwiam Djokovica i Murraya, bo ich styl jest efektem katorżniczych treningów i wielu godzin spędzonych na korcie, podczas których szlifują swoją grę do perfekcji. Pojawiające się w trakcie finału opinie o ich kosmicznym tenisie są jednak krzywdzące. Co w tym kosmicznego, że dwóch facetów potrafi przebić przez siatkę 30 piłek, po czym jeden z nich popełnia błąd?


HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk

Kategoria: Tenis
Komentarze (0)