Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Tenis Piękna i utalentowana. Sylwetka Genie Bouchard

Piękna i utalentowana. Sylwetka Genie Bouchard

Tenis | 21 sierpnia 2015 13:59 | Krzysztof Mokrzycki
Eugenie Bouchard
fot. wikipedia.org
Eugenie Bouchard

 Eugenie Bouchard to zawodniczka, która rok temu zadziwiła cały tenisowy świat. Wówczas ledwie 20-letnia Kanadyjka przechodziła na kortach samą siebie, co dało się zauważyć zwłaszcza podczas turniejów wielkoszlemowych. Ten sezon ma jednak koszmarny, a spektakularne wygrane można policzyć na palcach jednej ręki.


Urodzona w 1994 roku Genie już od najmłodszych lat przejawiała zainteresowanie tenisem. W wieku pięciu lat zaczęła odbijanie piłeczki, a siedem lat później zapisała się do szkółki tenisowej Nicka Savano. Młodziutka Bouchard nigdy nie kryła podziwu dla szwajcarskiego króla tenisa, wielkiego Rogera Federera, co zresztą podkreślała na każdym kroku. Swój pierwszy turniej reprezentantka Kanady wygrała w wieku 14 lat, a było to „All Canadian ITF” w Burlington, w roku 2008. Rok później pokazała, że jest naprawdę zdolna, a Kanada urodziła perełkę, którą trzeba nieco doszlifować. W 2009 roku najpierw zdobyła mistrzostwo Kanady u18, by potem niespodziewanie wygrać prestiżowy USTA Pan American Closed ITF Junior Tennis Championships. Wówczas już wiedziano, że mamy do czynienia z kimś naprawdę wyjątkowym. W kwietniu 2011 wzięła udział w Pucharze Federacji, jako reprezentantka Kanady. W meczu ze Słowenią rozegrała dwa starcia, z czego wygrała jedno i jedno przegrała. Pierwszym poważnym wyzwaniem dla Genie był turniej w Toronto w 2011 roku. Bouchard otrzymała wówczas od organizatorów „dziką kartę”, ale w pierwszej rundzie ugrała tylko cztery gemy w meczu z Niemką, Andreą Petković.


Jej kariera zaczęła nabierać rozpędu dwa lata później. Pod wodzą Tauziat utalentowana zawodniczka zmieniła swój styl gry. Słynna trenerka wprowadziła do repertuaru tenisistki więcej agresji, dzięki czemu Bouchard zaczęła grać lepiej, a w dodatku pokonywała coraz to wyżej notowane zawodniczki. Rok 2014 był rokiem Genie. Rozpoczęło się od spektakularnego w wykonaniu Kanadyjki Australian Open, kiedy to nieznana szerszej widowni 20-latka z Westmount zanotowała półfinał. Tam przeszkodą nie do zdarcia okazała się Chinka Na Li. W maju, czyli niedługo przed rozpoczęciem Rolanda Garrosa, wysłała światu czytelny sygnał: „Będę się liczyć”. Wygrała bowiem swój pierwszy zawodowy turniej WTA w karierze, kiedy to w finale w Norymberdze odprawiła Czeszkę Pliskovą. We French Open znowu pokazała się z wyśmienitej strony. Swój marsz młodziutka tenisistka skończyła dopiero na półfinale, a na kolejnym wielkoszlemowym turnieju, czyli legendarnym Wimbledonie, dotarła aż do ostatecznej batalii! W drodze do wielkiego finału pokonała kilka zawodniczek rozstawionych, jak Niemkę Kerber czy Rumunkę, Simonę Halep. W najważniejszym mecz kariery przegrała jednak gładko z Petrą Kvitovą. Po znakomitych występach wiadomo było, że Genie zaliczy spektakularny awans w rankingu. I tak się też stało, Kanadyjka wskoczyła do top10, na siódme miejsce. W ogóle Petra to senny koszmar Genie. Obie panie spotkały się też w finale innego turnieju, mianowicie w Wuhan. I znowu górą była Kvitova, z tym, że teraz Kanadyjce udało się ugrać cztery gemy więcej, niż w Londynie. Wcześniej jednak, na przełomie sierpnia i września, zaliczyła swój najgorszy występ w cyklu Wielkiego Szlema. W US Open jej marsz skończył się „zaledwie” na czwartej rundzie.


Rok 2015 miał być jeszcze bardziej spektakularny, niż poprzedni. I zaczęła podobnie, od udanego wyniku w Australii. Po pokonaniu między innymi Caroline Garcii, w półfinale zawodniczka z Kanady przegrała z rozstawioną z numerem 2 Rosjanką, Marią Sharapovą. Kto by pomyślał, że będą to dopiero miłe złego początki. To, co stało się potem, do dziś pozostaje przynajmniej zagadką. Od wspomnianego występu w Melbourne, Genie wygrała łącznie… cztery mecze. Przegrywała zazwyczaj w pierwszych rundach, z zawodniczkami dużo niżej notowanymi. Przeszkodami nie do przeskoczenia okazywały się zawodniczki pokroju Kristiny Mladenović czy Mony Barthel. Na trawiastych kortach Wimbledonu, gdzie broniła gigantycznej ilości punktów, także poległa już w swoim pierwszym meczu. Była to olbrzymia sensacja, bo drzwi z Londynu otworzyła Kanadyjce szerzej nieznana kwalifikanta Duan z Chin. I zrobiła to w dwóch setach.


Kiepskie występy w 2015 roku spowodowały naturalnie zjazd w rankingu WTA. Rok temu była w ścisłej światowej czołówce, a na chwilę obecną jest w środku trzeciej dziesiątki. W dodatku sporo oczek do obrony ma w US Open, gdzie musi przynajmniej dotrzeć do czwartej rundy, żeby nie polecieć jeszcze bardziej w klasyfikacji WTA. O wyjeździe na Championship do Singapuru Genie może już tylko pomarzyć, bo w rankingu „Road to Singapure” zajmuje bardzo odległą, 56.pozycję. I z taką formą nie ma raczej prawa nawet marzyć o załapaniu się do grona tenisistek, które wywalczą przepustki na ostatni turniej w tym roku.


Mimo fatalnych wyników, kochają ją nadal kibice. Ma to oczywiście związek nie tylko z ubiegłorocznymi wynikami, ale także wyjątkową urodą. Piękna Bouchard jest wręcz oblegiwana przez kibiców, żądnych zdjęcia lub autografu idolki. Blondwłosa piękność ma też przy okazji największą średnią zainteresowanych podczas swoich konferencji prasowych. Wszystkich jednak nurtuje pytanie; co się stało, że nagle przestała osiągać bardzo dobre wyniki? Presja, stres? Brak mobilizacji? Ciężko na to pytanie odpowiedzieć.


Fakt faktem, że dzięki ubiegłorocznym wynikom Eugenie stała się rozpoznawalna. Zaczęła być zapraszana na wielkie imprezy, pojawiać się coraz częściej w telewizji. Stała się jakby trochę celebrytką. Niestety, ze szkodą dla formy tenisowej.
Tak czy inaczej Genie, jak na zawodniczkę zaledwie 21-letnią, ma na plecach szeroki bagaż doświadczeń oraz kilka sukcesów na koncie. Warto nadmienić, że jako juniorka Bouchard wygrała Wimbledon. I to zarówno w grze singlowej, jak i deblowej. Jednak jej pojawienie się na „salonach” światowego tenisa. Może nie tyle pojawienie, co bardziej „wejście”. Czy ktokolwiek, z młodziutką blondynką włącznie, spodziewał się, że w 2014 roku Genie osiągnie takie wyniki? Chyba nawet najwięksi optymiści tego nie przewidzieli.


Jeszcze na koniec kilka słów o kibicach. Ci, ostatnimi czasy, wyrażają swoje niezadowolenie ze sposobu prowadzenie się Eugenie. O co chodzi konkretnie? O zdjęcia, które wstawia na swoim oficjalnym Facebooku. Bouchard ukazuje się na nich jako kibicka podczas meczu piłkarskiego, podczas wycieczki po górach czy spaceru po centrum handlowym. Wyraźnie nie podoba się to fanom, którzy woleliby, żeby zamiast „gwiazdorzyć” zaczęła znowu solidnie trenować. Ale uczciwie należy też dodać, że grono obrońców Genie jest także spore. Może i nawet większe, niż tych pierwszych. Pisząc o kibicach uroczej Kanadyjki trzeba też nadmienić, że od jakiegoś czasu funkcjonuje grupa o nazwie „Genie Army”. Jest to ekipa zagorzałych fanatyków talentu zawodniczki, którzy pojawiają się na zawodach w koszulkach z nazwą ich organizacji. Na dzień dzisiejszy ta działalność liczy sobie niemal 7 tysięcy fanów i stale rośnie. W swojej ofercie ugrupowanie ma między innymi koszulki z podobizną Genie i logiem fanklubu (można to chyba tak nazwać?), czapeczki, szaliki i inne kibicowskie gadżety. Na meczach z udziałem Bouchard zawsze jest kolorowo.


Czy jednak utalentowanej i sympatycznej zawodniczce z Kanady uda się jeszcze wrócić do światowej czołówki? Prywatnie mam nadzieję, że tak. Bez niej WTA byłoby dużo nudniejsze. I na pewno miałoby mniej walorów estetycznych.

twitter: @DziennikarzKris
Kategoria: Tenis
Komentarze (0)