Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Tenis Magdalena Fręch: Jak zagrałam słaby mecz to czułam się tak, jakbym zmarnowała jedną z szans. Bo na następny turniej może nie być środków

Magdalena Fręch: Jak zagrałam słaby mecz to czułam się tak, jakbym zmarnowała jedną z szans. Bo na następny turniej może nie być środków

Tenis | 25 września 2015 07:49 | Krzysztof Mokrzycki
Magdalena Fręch to przyszłość polskiego tenisa.
fot. Łukasz Grochala
Magdalena Fręch to przyszłość polskiego tenisa.

Dziś na naszych łamach rozmowa z zawodniczką, której talent widoczny jest gołym okiem, ale z powodów pozasportowych nie będzie mógł się rozwijać. Mówimy o Janowiczu i Radwańskiej, a tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy, w jak kiepskiej dyspozycji jest tenis na poziomie juniorskim. Przed wami Magdalena Fręch, czterokrotna mistrzyni Polski seniorek. 18-latka nie ustaje w poszukiwaniu sponsora, który mógłby zapewnić jej harmonijny rozwój na miarę nieprzeciętnego talentu. 



Ma Pani niespełna 18 lat, a na koncie już między innymi tytuł mistrzyni Polski seniorek. Jakie znaczenie ma ten tytuł?

Niestety smutna prawda jest taka, że nie ma to żadnego znaczenia w rozwoju dalszej kariery. Mistrzostwa Polski seniorek wygrałam 4 razy z rzędu, ale niestety nie ma żadnych przywilejów. Ani niestety sponsora oczywiście.


No właśnie, sponsor. Jak daleko może zajść młoda, utalentowana dziewczyna, nie mając wsparcia finansowego?


Na razie jeszcze nie wiem(śmiech). Ale wydaje mi się, że w niedalekiej przyszłości będzie bardzo ciężko. W tym roku dostałam trochę środków od Polskiego Związku, ale są to kwoty wystarczające na 2 miesiące grania wybranych turniejów. A wiadomo, że żeby grać, trzeba grać przez 10 miesięcy minimum.


Być może brak sponsorów bierze się z tego, że tenis, mimo wszystko, w Polsce jest dyscyplina mało popularną. Większość kibiców kojarzy co najwyżej Radwańską i Janowicza. Jak Pani sądzi, czemu tak się dzieje?


Myślę, że tak jest. Sponsorzy nie chcą ryzykować w niewiadomą. A tak naprawdę jest. W innych krajach najlepsi juniorzy nie mają z tym problemu. Tenis w sumie jest jednym z najbardziej popularnych na świecie (nawet pierwszy), a w Polsce jest na dalekim miejscu. Chcieliby mieć zawodników nie ryzykując i nie wkładając pieniędzy. Dla mnie jest to sprawa życia i śmierci, ponieważ wiecznie osiemnastu lat nie będę miała (śmiech). A później może być już za późno.


Czy w związku z tym nie miała Pani nigdy chwili zwątpienia? Ochoty, by trzasnąć rakietą w kąt i rzucić tenis w diabły?


Oczywiście, że nie raz. Jak zagrałam słaby mecz to czułam się tak jakbym zmarnowała jedną z szans. Bo na następny turniej może nie być środków. Dlatego wybieramy tak turnieje aby wystarczyło na jak najwięcej. Na razie jakoś udaje się zbierać z turnieju na turniej oraz z małą pomocą PZT.


Ale brak funduszy na rozwój młodych talentów w Polsce to niestety nie pierwszyzna. Dlaczego zatem zdecydowała się Pani na tenis?


Jak miałam 6 lat to niestety o tym nie myślałam (śmiech). Zakochałam się w tym sporcie i treningi są już codziennością. Cały czas jednak mam nadzieję, że coś się odmieni. I znajdzie się sponsor lub rozwój tenisa w Polsce pójdzie do przodu.


Czy sukces Polaków w Pucharze Davisa i awans do grupy światowej może być takim światełkiem w tunelu?


Nie mam pojęcia, bo liczebność kibiców z tego co czytałam nie była ogromna. To pokazuje jakie jest zainteresowanie tenisem w Polsce. Był finał Agnieszki w Wimbledonie i nie odczułam żadnej zmiany. Jednak im więcej wygranych Polaków tym większe zainteresowanie.


Jaką tenisistkę/tenisistę Pani podziwia i na kim się wzoruje?


Roger oczywiście, a z tenisistek każdą z czołówki podziwiam. Ale nie mam swojego jedynego ideału.


Za to w przyszłości ideałem dla kogoś może być Magdalena Fręch. Marzy Pani o tym czasami?


Jak każda tenisistka chyba… Mam nadzieję, że kiedyś ten moment nastąpi, ale zdaję sobie sprawę, że jeszcze bardzo długa i trudna droga przede mną, aby to osiągnąć.


Jaka Magdalena Fręch jest poza kortem?


Uch to bardzo ciężkie pytanie (śmiech).
Przede wszystkim dużo spokojniejsza niż na korcie.


Co by Pani robiła, gdyby nie została tenisistką?


Nie mam pojęcia. Ale chyba poszła bym w stronę sportu tylko nie wiem jakiego (śmiech).


Proszę opowiedzieć nam coś o pani marzeniach, zarówno sportowych jak i prywatnych?


Wygranie Wielkiego Szlema jako sportowe i prywatne zarazem. Bycie w czołówce WTA. Generalnie życie z tenisa. Ukończenie szkoły też się zalicza.


Proszę zdradzić, jaka kwota rocznie potrzebna jest młodej zawodniczce na to, aby zapewnić sobie spokojny i harmonijny rozwój?


250-300tys,


Czyli za taką kwotę można opłacić rok startów, zakupić sprzęt i tym podobne? To, w porównaniu np. z zarobkami piłkarzy czy siatkarzy, naprawdę niewielka kwota.


Dokładnie, trenerów również. Sprzęt akurat dostaję, ale na resztę te środki spokojnie wystarczą. Ponieważ wiadomo, że zawsze jakieś grosze jeszcze się zarobi na turniejach.


Na koniec proszę powiedzieć, w jakim stanie jest, Pani zdaniem, generalnie polski tenis i jak wyglądają perspektywy dla młodych zawodniczek?


Droga na szczyt jest bardzo ciężka jak w każdym sporcie. Niestety bez pomocy będzie bardzo ciężko. Ponieważ mamy po 1 góra 2 dobre zawodniczki z roczników, a to niestety za mało. Ponieważ nie ma też zbyt dużej rywalizacji oraz wspólnych wyjazdów na turnieje.
Na pewno pomogą w tym turnieje robione w Polsce, no takie jak Katowice czy Sobota, ale powinno ich być więcej.

Kategoria: Tenis
Komentarze (0)