Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Tenis 50 twarzy Radwańskiej w minionym roku
Po wielu miesiącach na twarzy Isi znowu zagościł uśmiech.
fot. wikipedia.org
Po wielu miesiącach na twarzy Isi znowu zagościł uśmiech.

50 twarzy Radwańskiej w minionym roku

Tenis | 05 listopada 2015 18:11 | Krzysztof Mokrzycki

Agnieszka Radwańska, po osiągnięciu największego sukcesu w swojej dotychczasowej karierze, może spokojnie skupić się na kolejnym sezonie i czekających ją wyzwaniach. Rok 2015 zakończy w czołówce rankingu, choć było to ciężkie, a przede wszystkim nierówne, dwanaście miesięcy w wykonaniu Polki.

 

W 2015 roku zobaczyliśmy dwa oblicza Radwańskiej. Isia prezentowała się nierówno; albo znakomicie, albo tragicznie. Tak naprawdę pierwsza część sezonu była w jej wykonaniu fatalna. Współpraca z Martiną Navratilovą zaowocowała tym, że Polka zaczęła spadać w rankingach. Legenda kobiecego tenisa wymagała od swojej nowej podopiecznej zmiany stylu gry na ofensywny – dokładnie taki, jak prezentowała ona za swojej kariery. Zmiana ta nie wyszła na dobre naszej rodaczce, która raczej dotąd uchodziła za maszynkę do odbijania piłek w obronie. Ofensywnie to mogą grać silne: Sharapova i Williams, a nie drobniutka Radwańska, której prędkości przy serwisach mocno odstają choćby od wspomnianej dwójki. Agnieszka, chcąc spełnić swoje marzenie, czyli wygrać jeden z czterech turniejów zaliczanych do cyklu tych wielkoszlemowych, zaczęła pod okiem Navratilovej wdrażać jej plan w życie. Niestety, odbiło się to na wynikach.


Początek roku był dla Polki naprawdę obiecujący. W parze z Jerzym Janowiczem Radwańska zdobyła bowiem Puchar Hopmana, czyli nieoficjalnie mistrzostwo świata drużyn mieszanych. W finale polska para pokonała znakomity duet Amerykanów; John Isner/Serena Williams. Potem był nieudany turniej w Sydney, gdzie Isia odpadła już po drugim meczu, aż w końcu nadszedł czas na Australian Open. Tam Polka rozpoczęła rewelacyjnie, pokonując łatwo wpierw Narę, a potem Larsson. W trzeciej rundzie po trudnej batalii wygrała z Lepchenko, ale w kolejnym spotkaniu niespodziewanie przegrała z Venus Williams. Po tym turnieju spadła na 8.miejsce w rankingu WTA, ale nikt nie robił problemu – druga ze słynnych amerykańskich sióstr w tym roku wróciła do solidnej formy. Niepokojem za to mogło napawać to, co działo się potem. Na początku lutego Polska przegrała z Rosją w Pucharze Federacji aż 0:4, a sama zawodniczka przegrała z będącą wówczas bez formy Kuznetsovą! Prawdą jest, że Rosjanka nigdy nie leżała naszej rodaczce, ale wówczas była w tak tragicznej dyspozycji, że przegrywała z dużo niżej notowanymi zawodniczkami od siebie. Krakowianka zawiodła 15 tysięcy kibiców, zgromadzonych w krakowskiej Tauron Arenie

.
Pierwszy ćwierćfinał w sezonie Polka osiągnęła w turnieju w Dausze. Tam uległa w trzech setach z Venus Williams. Potem przyszły przeciętne występy w USA, w Indian Wells oraz Miami. Polscy kibice liczyli, że forma Radwańskiej wzrośnie na mecze przeciwko Szwajcarii, od których zależał byt w grupie światowej Pucharu Federacji. Tam co prawda pokonała Martinę Hingis, ale potem gładko przegrała z Bacszinszky. Potem w deblu, w parze z Alicją Rosolską, ponownie uległa Timei, której partnerowała nie Hingis, lecz mało znana Golubić. Porażka ta spowodowała przegraną ze Szwajcarkami 2:3, a w konsekwencji - spadek Polek do Grupy Światowej II.


Okres gry na kortach ceglanych Iśka zaczęła od porażki z Errani. W kwietniu w końcu pożegnano Navratilovą. Kibice z kolei żądali jeszcze dymisji trenera Tomasza Wiktorowskiego, ale ten utrzymał się na stanowisku. Na zawodniczkę i jej coacha spadła niemal od razu fala potężnej krytyki, bo oto podczas French Open Radwańska poległa już w pierwszej rundzie. I to z zawodniczką z końca pierwszej setki. Niemka Annika Beck rozbiła ją 6:2, 4:6, 6:1 – ostatni set w meczu był wręcz tragiczny w wykonaniu naszej zawodniczki.


Dużo lepiej szło Agnieszce na kortach trawiastych – najpierw w Nottigham zaliczyła półfinał, a potem w Eastburne dotarła do ostatecznej rozgrywki. Tam jednak przegrała z utalentowaną Belinda Bencić. Ponieważ było to tuż przed Wimbledonem, czyli ulubionym turniejem Radwańskiej, w ekipie Polki powiało optymizmem. I rzeczywiście, krakowianka podczas batalii w Londynie pokonywała kolejne rywalki; Hradecka, Tomljanović, Dellacqua, Janković i Keys – to lista zawodniczek, które musiały uznać wyższość Polki. Marsz Radwańskiej w półfinale zakończył senny koszmar Agnieszki w tym roku, czyli Hiszpanka Garbine Muguruza, która wygrała w trzech setach.


Udział w US Open Series rozpoczęła od turniejów w Stanford i Toronto. Polka w tych rozgrywkach zakończyła swój udział na ćwierćfinałach. Potem przytrafiła się kontuzja, ale mimo to powiało optymizmem. Polka co prawda potem odpadła w Cincinnati w pierwszej rundzie, a potem w Connectitut znowu zakończyła na ¼. Do US Open przystępowała w odmiennych nastrojach niż zwykle. Przebyta kontuzja zostawiła swój ślad na formie Radwańskiej. W Nowym Jorku w pierwszym meczu odprawiła jednak Siniakovą, a potem w bratobójczym pojedynku Linette. W trzeciej rundzie poległa jednak Madison Keys.


W Azji Polka rozpoczęła z wysokiego „C”. Wygrała bowiem pierwszy turniej w sezonie w japońskim Tokio. Dzięki temu awansowała z powrotem do czołowej dziesiątki rankingu WTA, na siódmą lokatę. Turniej Mistrzyń w Singapurze stawał się realny. Niestety, skomplikowała sobie Polka drogę do finałów na własne życzenie; w Wuhan już w pierwszym meczu przegrała z Venus Williams. Punktów nazbierała trochę w Pekinie, gdzie dotarła do półfinału – tam znowu lepsza okazała się Muguruza. Kluczowy miał być turniej w Tiencinie. I faktycznie, był; Radwańska wygrała w finale z Danką Kovinić 2:0 i tym samym zapewniła sobie awans do Turnieju Mistrzyń. Mając pewną kwalifikację do finałów, Polka odpuściła sobie start w Rosji.

 

W WTA Finals, zwanym także Turniejem Mistrzyń (choć może nieco na wyrost), zabrakło jednej, ale jakże ważnej w światowym tenisie zawodniczki; Sereny Williams. Numer 1 światowego rankingu odpuścił sobie sezon po porażce z Vinci w półfinale US Open. Amerykanka chciała zaleczyć urazy i do 2016 roku przystąpić „zresetowana”. W pierwszym meczu Radwańska miała Sharapovą na widelcu, jednak przegrała. Potem lepsza okazała się niespodziewanie Flavia Pennetta i sytuacja Polski zrobiła się bardzo trudna. Nadeszła batalia z Simoną Halep. I to był przełomowy mecz, a na pewno najbardziej spektakularny w tym roku Radwańskiej! Z pierwszym secie zwyciężyła w tie breaku 7:5. Nie byłoby w tym nic wielkiego, gdyby nie fakt, że przegrywała w nim już… 1:5. Potem Sharapova pokonała 2:0 Pennettę, dając tym samym awans Radwańskiej. W półfinale czekał wspomniany już wielokrotnie senny koszmar, czyli Hiszpanka Muguruza. Po morderczym, trzysetowym boju, pełnym przełamań i świetnych wymian, górą była Polka. W wielkim finale polska zawodniczka odprawiła z kwitkiem… Kvitovą, i dzięki temu osiągnęła największy sukces w karierze. Turniej Mistrzyń jest bowiem uznawany za największe zawody, odliczając te z cyklu wielkoszlemowych. Na konto Radwańskiej, prócz punktów rankingowych, wpłynęła także spora suma pieniędzy. Tak więc rok zakończyła jak najbardziej na plus.

 

Skoro sezon dobiegł końca, czas na podsumowania; w tym sezonie Polka przegrała 25 spotkań, a wygrała 51. Co ciekawe i imponujące, żadnego z tych meczów nasza reprezentantka nie oddała kreczem. W erze zawodniczek, które odpuszczają mecz za meczem, wyczyn Polki jest naprawdę godny podziwu. Najlepiej w tym roku Isia czuła się na kortach trawiastych, gdzie legitymuje się bilansem 12-3. Najgorzej będzie wspominać sezon na cegle, gdzie rozegrała pięć spotkań, doznając w nich aż trzech porażek. Koniec końców Polka na kortach całego świata zarobiła w tym roku ponad 4,1 mln dolarów. Jak wyliczyli tenisowi statystycy, w 2015 roku Agnieszka zaserwowała 183 asy. Dodatkowo dziesięć setów polska zawodniczka zakończyła zwycięstwami 6:0 – w tym jeden nie zwykle prestiżowy, bo z samą Simoną Halep. Jeśli chodzi o rywalki, to najczęstszą przeciwniczką Iśki była Hiszpanka, Garbine Muguruza. Tenisistki mierzyły się ze sobą w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy aż pięciokrotnie. Najczęściej vis a vis Polki stawały zawodniczki narodowości amerykańskiej – reprezentantki USA sprawdziły naszą rodaczkę aż 15 razy.


Przed kolejnym sezonem trzeba jednak uczciwie zaznaczyć, że Radwańska ma co poprawiać. W 76. meczach tego sezonu zaliczyła 183 asy – daje to niewiele ponad 2 takie punkty na spotkanie. Najlepsze zawodniczki mają dużo lepsze statystyki w tejże klasyfikacji. Przydaliby się też sensowni sparingpartnerzy – z całym szacunkiem dla Urszuli Radwańskiej, ale podejrzewam, że gdyby nie była siostrą Agi, to nigdy nie dostałaby zaproszenia na sparingi z nią. Poza tym najlepsze zawodniczki świata, z Williams i Halep na czele, sparują z mężczyznami. Swojego czasu głośno było o próbie zorganizowania meczu A.Murray vs Serena Williams. Tymczasem Isia zaliczała kolejne sparingi z… Dawidem Celtem. Nie wiecie, kto to? Ano to polski tenisista, który na koncie nie ma żadnego sukcesu, udowadniającego słuszność decyzji Polki. Jedyne jego zwycięstwa to mecze rozgrywane z amatorami podczas malutkich turniejów w kraju. I to nie zawsze.


Na plus za to trzeba Polce zaznaczyć jeden fakt; w końcu w karierę Agnieszki przestał się mieszać jej ojciec, Robert. Nie wiem, czy ma to jakieś znaczenie, ale na pewno mniej szumu wokół Polki, który zwyczajowo robił tata zawodniczki, podziałało pozytywnie.

 

Rok 2015 przypominał w wykonaniu Polki sinusoidę. Od zera do bohatera. Zwykło się mówić, że prawdziwego faceta poznaje się po tym, jak kończy, a nie jak zaczyna. To powiedzonko może być także, jak widać, odpowiednie dla płci pięknej, czego przykładem jest Radwańska. Sezon ten zakończyła na piątym miejscu w rankingu ATP. Już zapowiedziała, że w przyszłym roku celuje w wygranie jednego z wielkoszlemowych turniejów, a także miejsce w top3 rankingu na koniec roku. Czy się to uda, przekonamy się dopiero za dwanaście miesięcy. Pewne jest jedno; Agnieszka nie odpuści i będzie walczyła o każdą piłkę. Być może wielki sukces w Singapurze będzie pierwszym bodźcem do osiągania coraz to lepszych wyników, które i tak na ten moment są nie najgorsze. Oby tak się stało.

Kategoria: Tenis
Komentarze (0)