Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Tenis Radwańska i długo, długo nic. Kiepski stan polskiego tenisa?
Radwańska wciąż jest polskim numerem 1.
fot. wikipedia.org,
Radwańska wciąż jest polskim numerem 1.

Radwańska i długo, długo nic. Kiepski stan polskiego tenisa?

Tenis | 18 lutego 2016 18:07 | Krzysztof Mokrzycki

W najnowszym notowaniu rankingu WTA Agnieszka Radwańska, pomimo faktu, że nie gra w turnieju w Dubaju, awansuje na trzecie miejsce. Stało się tak wobec niespodziewanej porażki Simony Halep już w pierwszym meczu tych zawodów. Przypadek „Isi” jest jednak tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę. Pozostałe polskie tenisistki bowiem notorycznie zawodzą. Podobnie rzecz ma się w przypadku Panów.

 

Jeszcze nie tak dawno emocjonowaliśmy się występami sporej ilości polskich reprezentantów jak nie w turniejach wielkoszlemowych, to przynajmniej w ich eliminacjach. Wśród Pań mogliśmy liczyć na siostry Radwańskie, a swoje szanse miały też Sandra Zaniewska, Magda Linette oraz Paula Kania. Walczyła także Katarzyna Piter. Wśród Panów zawsze mieliśmy trójkę: Jerzy Janowicz, Łukasz Kubot oraz Michał Przysiężny. Swojego czasu cała trójka miała miejsce w top100, dzięki temu w komplecie nasi zawodnicy meldowali się w turniejach głównych. Niestety, ostatnimi czasy coś się w polskim tenisie zacięło.

 

U Pań sytuacja jest stabilna, lecz słaba: Mamy Agnieszkę Radwańską, a potem długo, dłuuuuugo nic. Siostra naszej rakiety numer jeden, Urszula, ostatnimi czasy bardziej słynna jest z alkoholowej libacji, po której trafiła na pierwsze strony brukowców – oczywiście nie mówię, że nie ma do tego prawa – Ula jest dorosłą kobietą i może decydować o swoim życiu, ale czy profesjonalny sportowiec tak się zachowuje? No niekoniecznie. Problemem młodszej Radwańskiej jest słaba psychika. Podczas Australian Open nasza zawodniczka przegrała praktycznie wygrany mecz z Anją Konjuh. Ale to jeszcze nic. Gdy sióstr Radwańskich brakło przeciwko starciu z USA w ramach Pucharu Federacji, nasza reprezentacja nie ugrała choćby seta w tej batalii. Zarówno Paula Kania, jak i Magda Linette, nie pokazały absolutnie nic, czego należałoby oczekiwać od (podobno) nadziei polskiego tenisa. O ile jednak Kania powalczyła z Venus Williams i przegrała po walce, o tyle ostatnie wyczyny Linette wołają o pomstę do nieba. W Australian Open przegrała z Monicą Puig 3:6, 0:6. O ile jednak wtedy Portorykanka była w naprawdę dobrej dyspozycji, o tyle set przegrany na tym poziomie do zera, z, patrząc nie patrząc, zawodniczką spoza światowej czołówki, chluby nie przynosi. Kto jednak myślał, że to tylko wypadek przy pracy, ostatnio został brutalnie sprowadzony na ziemię. Najpierw Magda, podczas meczu Fed Cup, przegrała 0:2 z Amerykanką Stephens pomimo faktu, że w drugim secie prowadziła już 4:0! Sytuacja powtórzyła się niewiele później, kiedy to rywalką była słynąca z dobrej gry w deblu Czeszka Andrea Hlavackova. Polka rozpoczęła mecz z wysokiego „C” i bardzo szybko wyszła na prowadzenie 5:0 i wydawało się, że mecz ze Stephens był faktycznie tylko wypadkiem przy pracy. Niestety, nie był. Od tego momentu coś w grze Polki się zacięło i Czeszka wygrała sześć kolejnych gemów i serwowała na seta, ale Linette zdołała uzyskać breaka. Przegrała jednak w Tie-breaku. Drugiego seta co prawda udało się wygrać, ale w trzecim górą była Hlavackova i o Polsce znowu pisano tylko w kontekście niezwykłego wyczynu w pierwszym secie. Sandra Zaniewska ostatnimi czasy gdzieś nam zaginęła i tuła się po mniejszych turniejach, głównie rangi ITF. Katarzyna Piter to w ogóle temat na inną bajkę; kiedyś okrzyknięta talentem, walczyła w eliminacjach wielkoszlemowych turniejów, a teraz walczy co najwyżej w dużo mniejszych turniejach. I co gorsza, wcale sobie tam nie radzi. W zasadzie na ten moment na tytuł drugiej rakiety w Polsce należy się Pauli Kanii, która jest może niekoniecznie klasową zawodnic zką, ale chociaż w każdym meczu wypluwa z siebie płuca i nie przegrywa jakoś wybitnie wysoko. Ale prawda jest brutalna: na chwilę obecną żadnej z pozostałych, prócz Isi, Polek, nie stać na awans choćby do trzeciej rundy poważnego turnieju. Niestety. Polski tenis kobiecy to na ten moment tylko Radwańska i wydaje się, że długo się to nie zmieni.

 

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja u Panów. Kiedyś mieliśmy w top100 nawet trzech reprezentantów: Janowicza, Przysiężnego i Kubota. Teraz mamy tylko tego pierwszego, ale i tu nie wiadomo, jak jeszcze długo, bo obecny sezon dla „Jerzyka” to jak na razie głównie pasmo kontuzji. O ile kiedyś Polak był w stanie pokonać Monfilsa czy Almagro, o tyle teraz z pewnością można stwierdzić, że z żadnym z nich nie ugrałby choćby seta. A przecież nie jest tak, że Janowicz zapomniał jak się gra w tenisa. Plaga kontuzji i wybuchowy charakter sprawił, że JJ w kraju jest traktowany już bardziej jako celebryta i specjalista od legendarnych już „szop”. Łukasz Kubot swojego czasu toczył na Wimbledonie fantastyczne boje i dotarł aż do ćwierćfinału tego turnieju, gdzie przegrał z Janowiczem. Przy okazji kilka lat wstecz wygrał przecież wielkoszlemowy Australian Open w grze podwójnej, gdzie partnerował mu Robert Lindstedt. Potem jednak tak dobrze nie było a Polak, wietrząc swoją szansę na sukcesy w deblu, usunął się w cień jeśli chodzi o singla i wydaje się, że była to dobra decyzja. Łukasz nie jest przecież najmłodszym graczem, a zdrowie trzeba szanować. Tenis to nie jest taka dyscyplina, w której można przez tyle lat grać na kilku frontach bez uszczerbku na zdrowiu. Przynajmniej mało jest takich graczy. Ostatnio jednak Kubot wrócił do gry singlowej i wystąpił nawet w challengerze we Wrocławiu, gdzie jednak odpadł w drugim meczu. W deblu zaś zdecydował się na najlepszy z możliwych ruchów; rozstał się z dotychczasowym partnerem i postanowił stworzyć deblową parę z Matkowskim. Tak dobrana para, jeśli się tylko zgra, będzie w stanie powalczyć o fajny rezultat na Igrzyskach Olimpijskich w Rio. Kilka słów należy się też Michałowi Przysiężnemu. To chłopak, któremu nigdy w życiu nikt nie dał nic za darmo. Wszystko, co osiągnął, wywalczył ciężką pracą na treningach i meczach. Swojego czasu w rankingu ATP notował awans w ciągu sezonu z szóstej setki notowania do top100. Przy okazji jednak ucierpiało na tym zdrowie „Ołówka”, któremu zaczęły coraz częściej dokuczać urazy. Zanim złapał kolejną kontuzję, wprowadził Polaków po raz pierwszy w historii do Grupy Światowej Davis Cup, pokonując w decydującym meczu Norberta Gombosa 3:0. Jeszcze kilka słów o młodych i zdolnych: chciałbym zwrócić uwagę na dwa nazwiska: Kamil Majchrzak oraz Hubert Hurkacz. Pierwszy z nich okrzyknięty został sporym talentem i na razie ogrywa się w mniejszych turniejach, gdzie jednak gra w kratkę. Potencjał jednak (podobno) ma spory i tylko czekać, aż odpali. Hurkacz z kolei to najnowsze odkrycie; we Wrocławiu odpadł po walce z dużo wyżej notowanym Lukasem Lacko 1:2, zaś sezon temu pokazywał klasę, walcząc jak równy z równym z samym Pablo Carreno Bustą, czyli jednym z najzdolniejszych młodych tenisistów świata. Hubert dysponuje naprawdę bardzo dużymi możliwościami i jeśli tylko popracuje nad drugim serwisem, to jest w stanie osiągnąć naprawdę wiele. Na razie, podobnie jak Majchrzak, ogrywa się w małych turniejach, ale kto wie, czy lepiej dla jego kariery nie byłoby już teraz postarać się o angaż w lepszych rozgrywkach. Przecież trzeba mierzyć wysoko, prawda? Na Puchar Davisa do szerokiej kadry został też powołany 17-letni Żuk, podobno największy polski talent ostatnich lat, jednak to jest na pewno melodia przyszłości i ciężko o nim, na ten moment, cokolwiek więcej napisać.

 

Stan polskiego tenisa w ostatnich latach uległ pogorszeniu. Wielki balon, jaki został napompowany parę lat wstecz, pękł z hukiem i w zasadzie z tego, co zostało, mamy tylko Agnieszkę Radwańską w ścisłej, światowej czołówce. Reszty naszych rodaków próżno szukać choćby w top50, czy nawet top100. Jeszcze trzyma się w niej Janowicz, ale jego niszczą skrupulatnie mniejsze lub większe kontuzje i nie wiadomo, kiedy on wróci do gry na swoim dawnym poziomie. Obecnie tylko „Isia” jest w stanie powalczyć z najlepszymi, ale niestety następnych nie widać. Zaginęła gdzieś w gąszczach Ula Radwańska, słaba psychika nie pozwala się rozwinąć Linette. Pozostaje nam tylko wierzyć, że Kania powalczy o tę wspomnianą pierwszą setkę, ale gwarancji na to nikt nam nie da. Póki Agnieszka osiąga fajne wyniki, to jednak wszystko będzie w cieniu jej postawy. Ale gdy tylko wpadnie nie daj Boże w dołek… To dopiero zacznie się piekło.

Kategoria: Tenis
Komentarze (0)