Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Tenis Niespodzianek ciąg dalszy. Finał: Hernych - Chiudinelli

Niespodzianek ciąg dalszy. Finał: Hernych - Chiudinelli

Tenis | 20 lutego 2016 18:01 | Hubert Błaszczyk
Marco Chiudinelli będzie faworytem niedzielnego finału.
fot. Wrocław Open 2016
Marco Chiudinelli będzie faworytem niedzielnego finału.

Niespodziewany przebieg miał pierwszy z półfinałów Wrocław Open. Faworyt Dustin Brown rozegrał najsłabsze spotkanie w turnieju i to kwalifikant, Jan Hernych, a nie efektownie grający Niemiec zmierzy się w finale z Marco Chiudinellim. Szwajcar pokonał po trudnej batalii Konstantina Krawczuka. Rosjanin w całym turnieju nie stracił podania, ale okazał się gorszy w dwóch zaciętych tie-breakach.

 

Brown w sobotę zupełnie nie przypominałzawodnika, który przez cały turniej czarował wrocławską publiczność. We wcześniejszych spotkaniach Niemiec nie miał żadnych problemów ze zwycięstwami. Jego spotkania zazwyczaj trwały mniej niż godzinę. W spotkaniu z Hernychem słabiej serwował. Popełnił aż osiem podwójnych błędów serwisowych. Część z nich w newralgicznych momentach. Czechowi w zwycięstwie pomogło jego spokojne usposobienie. 37-latek nie denerwował się po efektownych akcjach Browna. Spokojnie wyczekiwał szans, a że w sobotę świetnie returnował, to miał ich kilka i nie omieszkał ich wykorzystać.


– Zagrałem cierpliwie, nie bałem się chodzić do siatki i wiedziałem jak mijać swojego przeciwnika – powiedział po meczu zadowolony Czech. – Dustin jest nieobliczalny i niesamowicie utalentowany, dlatego tym bardziej cieszę się ze zwycięstwa – dodał. Weteran z Pragi powtórzył swój najlepszy wynik we wrocławskim turnieju. W 2004 roku również dotarł do finału w stolicy Dolnego Śląska, a jego pogromcą okazał się wówczas Karol Beck.


W drugim sobotnim spotkaniu Marco Chiudinelli okazał się lepszy od Konstantina Krawczuka. Rosjanin w całym turnieju doskonale serwował, ale tym razem nie potrafił przełamać rywala, a w rozgrywkach tie-breakowych dwukrotnie okazał się gorszy od Szwajcara. – Nawet z tak świetnie serwującym rywalem można mieć swoje szanse – przyznał zwycięzca. – Przez ostatnie cztery lata zmagałem się z kontuzjami, ale teraz czuję się już zdecydowanie lepiej i wierzę, że na tym poziomie mogę wygrać z każdym. Nie będę więc ukrywał, że jestem zaskoczony tym, że doszedłem do finału.


Uradowany Szwajcar mógł usłyszeć po ostatniej piłce jeden ze swoich ulubionych utworów – „Run to the hills” zespołu Iron Maiden, który rozbrzmiał w hali Orbita. – Słucham wielu różnych kapel, ale tą rzeczywiście uwielbiam – śmiał się po meczu Marco. – Jeśli jutro wygram, to nie mam nic przeciwko temu, żeby znów usłyszeć ten utwór – dodał.

 

HUBERT BŁASZCZYK

TWITTER: @hubertblaszczyk

Kategoria: Tenis
Komentarze (0)