Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Tenis Dream, believe, achieve – RPA niespodziewanie groźne

Dream, believe, achieve – RPA niespodziewanie groźne

Tenis | 06 kwietnia 2013 01:08 | Hubert Błaszczyk
Łukasz Kubot (z lewej) i Radosław Szymanik (z prawej)
fot. Adam Nurkiewicz / Mediasport
Łukasz Kubot (z lewej) i Radosław Szymanik (z prawej)

„Dream, believe, achieve” – taki napis godnie z tyłu treningowych koszulek noszą tenisiści RPA. Te trzy motywacyjne wyrazy bardzo do serca wziął sobie Rik de Voest, który pokonał Łukasza Kubota i zdobył wyrównujący punkt dla swojej reprezentacji w spotkaniu z Polską. Wcześniej Jerzy Janowicz pokonał Jeana Andersena bez straty seta.


Zawodnicy Republiki Południowej Afryki do Zielonej Góry przyjechali bez swojego lidera, zawodnika czołowej trzydziestki rankingu ATP, Kevina Andersona. Wydawało się więc, że zwycięstwo Polaków będzie formalnością, zwłaszcza że na czwartkowym treningu lewy palec złamał Raven Klaasen – czołowy deblista naszych rywali.
 

Co prawda mecz deblowy zostanie rozegrany w sobotę, ale wydawało się, że ta informacja ostatecznie podetnie skrzydła graczom RPA. Było jednak zupełnie odwrotnie. Najpierw czynny opór Jerzemu Janowiczowi postawił notowany dopiero w ósmej setce rankingu ATP, Jean Andersen.


Na korcie tak dużej różnicy klas nie było widać. Jerzyk wygrał 6:4, 6:3, 6:3, ale na korcie zostawił sporo zdrowia. Andersen dysponował całkiem przyzwoitym serwisem, dobrze operował też forhendem. Nieco więcej problemów sprawiały mu zagrania ze strony bekhendowej, ale pomimo to debiutant w Pucharze Davisa pozostawił po sobie dobre wrażenie.


– Stworzyłem sobie kilka szans, jednak ich nie wykorzystałem, bo Jerzy najlepiej grał w decydujących momentach. To był najważniejszy mecz w mojej karierze, a Jerzy najwyżej notowanym rywalem, z jakim kiedykolwiek się zmierzyłem – mówił po meczu Andersen.


Nasz najlepszy tenisista nie był jednak w pełni sił. Od kilku dni Janowicz zmagał się bowiem z infekcją. Polak więcej czasu spędzał na leczeniu się niż na treningach i to było widać w jego grze. Po spotkaniu Jerzyk wyjaśnił kibicom, że gdyby nie ich wsparcie i fakt, iż gra w narodowych barwach, to prawdopodobnie nie wyszedłby na kort.


– Najważniejsze, że wygrałem. Przed meczem wcale nie byłem pewien zwycięstwa, bo od kilku dni zamiast normalnie trenować, głównie się kurowałem. Nie miałem jednak żadnych wątpliwości, że wyjdę dziś na kort. Puchar Davisa to nie jest pierwszy lepszy turniej – podsumował Janowicz.


Po nich na kort wyszli Łukasz Kubot i Rik de Voest. Obaj znają się bardzo dobrze, bo zagrali ze sobą aż 11 turniejów deblowych. Nikt nie miał więc przed swoim rywalem nic do ukrycia. W pojedynkach singlowych lepszy okazywał się jednak w przeszłości zawodnik z RPA, który wygrał trzy z czterech spotkań.


W ostatnich tygodniach forma de Voesta poszła zdecydowanie w górę. Doświadczony tenisista wygrał turniej challengerowy w Rimouski, ale pomimo to bukmacherzy i eksperci dawali dużo więcej szans Kubotowi. Jak się później okazało błędnie.


Po dobrym meczu lider reprezentacji RPA pokonał Łukasza Kubota 3:1. Nasza rakieta numer dwa rozegrała słabe spotkanie. Kubot przegrał jednak nie tylko z rywalem, ale też ze skurczami. Miejmy nadzieję, że były to tylko skurcze i Łukasz będzie w stanie wystąpić w niedzielę, bo jego punkt w starciu z Andersenem może okazać się decydujący.


– Przez półtora seta praktycznie nie było mnie na korcie. Jest mi bardzo przykro, że zagrałem tak słabo. Rik zasłużył na zwycięstwo – powiedział Kubot ze smutkiem w głosie.


Po pierwszym dniu mamy więc remis 1:1. Przed tygodniem na taki rezultat nie postawiłbym nawet złotówki. Sport okazał się jednak po raz kolejny nieprzewidywalny, a de Voest to naprawdę solidny gracz, którego ranking nijak się ma do tenisowych umiejętności. Kluczowy dla losów spotkania będzie więc sobotni debel. Marcin Matkowski i Mariusz Fyrstenberg nie mogą tym razem zawieść, bowiem nasi singliści mają mniejsze lub większe problemy zdrowotne. Ich forma z Miami napawa jednak optymizmem. Zawodnicy z RPA wybitnymi deblistami za wyjątkiem de Voesta nie są. Przykład z meczu ze Słowenią, kiedy Żemlja i Kavczicz postawili trudne warunki, pokazuje, że należy być skoncentrowanym do końca. Trzymajmy więc kciuki za Matkę i Frytkę, bo szansa na awans do baraży Grupy Światowej może długo się nie powtórzyć.

Kategoria: Tenis
Komentarze (0)