Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Tenis Janowicz doceniony w Ameryce
Janowicz w akcji.
fot. Hubert Błaszczyk
Janowicz w akcji.

Janowicz doceniony w Ameryce

Tenis | 12 grudnia 2012 21:26 | Hubert Błaszczyk

Jerzy Janowicz i Laura Robson zostali uznani przez amerykańską telewizję ESPN za odkrycia minionego sezonu. Polak otrzymał to wyróżnienie głównie za znakomity występ w Turnieju Masters w Paryżu. Z kolei Brytyjka wdarła się na 53 miejsce w światowym rankingu i jako pierwsza Brytyjka od 1990 roku weszła do finału zawodowego turnieju.


Droga do osiągnięcia sukcesu przez Robson i Janowicza była jednak zupełnie odmienna. Brytyjka w notesach wszystkich fanów tenisa pojawiła się już przed czterema laty, kiedy jako 14-letnia dziewczyna wygrała juniorski Wimbledon. Nad Tamizą wiedzieli już wówczas, że mają do czynienia z talentem czystej wody, dlatego też rok później na tych samych kortach dostała szansę gry w turnieju głównym. Organizatorzy przyznali Robson dziką kartę. Laura uległa w trzech setach Danieli Hantuchovej, ale zebrała niezbędne doświadczenie.


Zupełnie inną drogę przeszedł „Jerzyk”, o którym przed finałem w hali Bercy mało kto słyszał. Turnieje ITF, później challengery oraz kwalifikacje do turniejów ATP to droga jaką musiał przejść obecnie najwyżej sklasyfikowany polski tenisista. 22-letni zawodnik jeszcze na początku roku był bowiem dopiero na 221 pozycji, która nie dawała mu żadnych przywilejów. By zagrać w challengerze musiał się kwalifikować, co wcale nie jest łatwe, bo takich zawodników jak Polak jest wielu. Nie wszystkim udaje się jednak przebić do pierwszej setki, bo o zwycięstwie lub porażce na tym poziomie decydują niuanse.


Robson nie wykonała w tym sezonie zaskakującego skoku, ale zdołała znacznie awansować w rankingu WTA. W przeciągu całego sezonu przesunęła się ze 131 pozycji na 53 miejsce. W dodatku zdobyła w parze z Andym Murray'em srebrny medal Igrzysk Olimpijskich w grze mieszanej. Sierpniowe IO w Londynie były momentem przełomowym dla Brytyjki.


Swój nieprzeciętny talent pokazała we wrześniu w US Open. W Nowym Jorku pokonała między innymi Kim Clijsters oraz znajdującą się wówczas w wysokiej formie, Na Li. W czwartej rundzie spotkała się z Samanthą Stosur. Australijka uwielbia grać na Flushing Meadows. Mecz był wyrównany, ale to Robson schodziła z kortu jako pokonana. Na pierwszy w karierze wielkoszlemowy ćwierćfinał będzie musiała jeszcze poczekać.


Janowicz z kolei wyskoczył w Paryżu znikąd. Owszem, w Polsce wiedzieliśmy, że jako junior był czołowym zawodnikiem świata, ale za granicą nie robiło to na nikim żadnego wrażenia. „Jerzyk” po raz pierwszy do czołowej setki wszedł dopiero na początku lipca, kiedy doszedł do czwartej rundy Wimbledonu, gdzie stoczył pasjonujący pojedynek z Florianem Mayerem. Niemcowi nie dał rady, ale w Paryżu wykorzystał to doświadczenie, pokonując Cilica, Kohlschreibera, Murraya, Simona i Tipsarevica. Polak uległ dopiero w wielkim finale Davidowi Ferrerowi.


Paryski finał, to na pewno nie ostatnie słowo Janowicza. Nasz rodak pomimo sporego jak na tenisistę wzrostu wcale nie przypomina tenisowych drwali, takich jak Milos Raonic czy John Isner. Polak przy swoich znakomitych parametrach fizycznych imponuje zwinnością i szybkością, gdy do swojej gry dołoży doświadczenie i tenisowe cwaniactwo możemy być świadkami narodzin tenisowej gwiazdy.

Kategoria: Tenis
Komentarze (0)