Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Tenis Zginęliśmy od własnej broni

Zginęliśmy od własnej broni

Tenis | 13 września 2013 22:12 | Hubert Błaszczyk
Lleyton Hewitt na Torwarze pokazał wielką klasę.
fot. Andrzej Szkocki / PZT
Lleyton Hewitt na Torwarze pokazał wielką klasę.

2:0 dla Australii po pierwszym dniu zmagań na warszawskim Torwarze – to nie najlepsza wiadomość dla wszystkich fanów tenisa. Jeszcze gorzej jest jednak, jeśli wgłębimy się w szczegóły. W piątek z Australijczykami, Polscy zawodnicy nie wygrali seta, mało tego nie byli w stanie ani razu przełamać ich podania. Co więc zawiodło? Koniem trojańskim okazała się nawierzchnia, która przygotowywana była pod Jerzego Janowicza. Z poruszaniem się na słabo przygotowanej mączce problemy miał Łukasz Kubot, nie błyszczał też Michał Przysiężny.


Plan na wygranie meczu z Australią był prosty. Dwa punkty dla Polski miał zdobyć Jerzy Janowicz, a jeden brakujący do zwycięstwa debliści – Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski. Plan legł jednak w gruzach wraz z kontuzją naszego najwyżej sklasyfikowanego tenisisty. Kubot i Przysiężny nie grają tak dobrze na nawierzchni ceglanej, a w fantastycznej formie po US Open jest Lleyton Hewitt. Australijczyk w sobie tylko znany sposób przegrał mecz czwartej rundy z Michaiłem Jużnym. Na Flushing Madows grał fantastycznie, swoją dobrą passę kontynuuje w Warszawie.


W inauguracyjnym pojedynek meczu z Hewittem żadnych szans nie miał Kubot. 70. zawodnik rankingu ATP był graczem od dwie, a nawet trzy klasy gorszym. Słabo serwował, wygrał zaledwie sześć gemów – większość po bardzo dużych mękach. Australijczyk nie popełniał w zasadzie żadnych błędów. Kubot grał jednak tak, jak Lleyton lubi: mocno, na rakietę ten, więc mógł popisywać się wspaniałymi kontrami. W Warszawie porażki pewnie nie dozna.


Przysiężny miał więcej szans na nawiązanie walki z Tomicem. Polak grał nieźle, ale gdy przychodziło do ważnych punktów, to albo oddawał pole rywalowi, albo też psuł proste piłki. W pierwszym secie przegrał gema, prowadząc 40:0 i całego seta 5:7. W drugiej partii miał dwie szanse na przełamanie Australijczyka. Przy obu break pointach Tomic zachował się jednak świetnie, popisując się świetnymi serwisami. Wygrał seta 7:6. Zmęczony Przysiężny nie utrzymał koncentracji i już na początku trzeciego seta przegrał swoje podanie. To było gwoździem do trumny, bo Tomica już nie udało się przełamać. 3:0 Tomic, 2:0 Australia.


Po dwóch przegranych w ten sposób spotkaniach szanse na wygranie całej rywalizacji przez Polaków są naprawdę znikome. W sobotę nadzieje polskich kibiców będą starali się przedłużyć Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski. Po drugiej stronie siatki staną jednak Hewitt i Chris Guccione, którzy na pewno tanio skóry nie sprzedadzą. Szykuje się, więc twardy tenisowy pojedynek. Jedno jest pewne, na pewno nie będzie szybko, gładko i przyjemne. O niedzieli na razie nie myślmy. Sobotnia wygrana to absolutny mus, potem można rozprawiać o singlach.

Kategoria: Tenis
Komentarze (0)