Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Żużel Nicki Pedersen – największy przegrany tegorocznego sezonu

Nicki Pedersen – największy przegrany tegorocznego sezonu

Żużel | 01 paździenika 2013 19:32 | Hubert Błaszczyk
Nicki Pedersen na czele.
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
Nicki Pedersen na czele.

Sezon żużlowy powoli dobiega końca. W nadchodzący weekend czeka nas jeszcze ostatnia runda Grand Prix na toruńskiej Motoarenie, powoli można już jednak typować największego przegranego tegorocznego sezonu. Po ostatniej rundzie Indywidualnych Mistrzostw Europy jest nim niewątpliwie Nicki Pedersen, który niepowodzenie w Indywidualnych Mistrzostwach Świata miał sobie powetować złotym krążkiem IME. Duńczyk w Rzeszowie z kretesem przegrał z nieomylnym Martinem Vaculikiem. Na domiar złego jego szanse na medal IMŚ są już iluzoryczne, z ENEA Ekstraligi spadła też jego drużyna – PGE Marma Rzeszów. Dla Pedersena ten sezon to prawdziwy koszmar.


Niesforny Woffinden


Problemy Skandynawa zaczęły się od Grand Prix w Cardiff. To właśnie tam w Duńczyka wjechał Tai Woffinden. Brytyjczyk jest w tym sezonie niezwykle szybki, ale też niebezpieczny dla rywali, o czym przekonał się w Sztokholmie również Tomasz Gollob.


Od tamtego czasu Pedersen miał bardzo duże problemy z ręką. Startował właściwie tylko w turniejach cyklu Grand Prix. Dzień po zawodach nie był w stanie jeździć w rozgrywkach ENEA Ekstraligi, gdyż jego ręka puchła do niebotycznych rozmiar. To mieli mu za złe rzeszowscy kibice. Faworyzowana PGE Marma przegrywała mecz za meczem, a przecież przed sezonem typowana była do zajęcia miejsca w pierwszej czwórce.


Coś pękło w środku


Po upadku w Cardiff, Pedersen walczył nie tylko z rywalami, ale też z ogromnym bólem ręki. Startować mógł w zasadzie tylko, dzięki zabiegom specjalnie wynajętej masażystki, która jeździła z nim na każde zawody. Efekt nie był jednak zadowalający. W drugiej części sezonu Duńczyk na miarę oczekiwań pojechał tylko w Daugavpils, gdzie znalazł się finale oraz w słoweńskim Krsko. Tam Nicki wylądował tuż za podium.


W międzyczasie Skandynaw wrócił do jazdy w rozgrywkach polskiej ENEA Ekstraligi. Były Indywidualny Mistrz Świata punktował tak, jak na czołowego zawodnika świata przystało. Sezon zakończył z czwartą średnią biegopunktową w całej lidze, a mogła być ona jeszcze lepsza, gdyby nie wykluczenia za mecz w Lesznie, który PGE Marma oddała walkowerem. Dobra dyspozycja Powera nie udobruchała jednak kibiców. Fani obwinili Pedersena za spadek do I ligi.


SEC ostatnią szansą


Po słabym występie Pedersena w Sztokholmie jego szanse na medal Indywidualnych Mistrzostw Świata spadły do minimum. Co prawda, Duńczyk traci zaledwie sześć punktów do swojego rodaka Nielsa Kristiana Iversena, ale ten jest w fantastycznej formie i z pewnością nie roztrwoni takiej przewagi.


Ostatnią szansą Nickiego na jakiekolwiek trofeum były więc zawody o Indywidualne Mistrzostwo Europy. Przed ostatnią rundą na swoim domowym torze w Rzeszowie Power był zdecydowanym faworytem do zwycięstwa. Miał pięć punktów przewagi nad Martinem Vaculikiem, a przecież z powodu kontuzji nie mogli wystartować Tomasz Gollob i Tai Woffinden.


Pedersen po raz kolejny jednak nie wytrzymał presji ważnych zawodów. Zawiódł, dając się ograć w biegu barażowym o wejście do finału Grzegorzowi Zengocie i Hansowi Andersenowi. To wykorzystał Słowak, który w Rzeszowie był bezbłędny i wygrał z kompletem 18 punktów, zdobywając tytuł Indywidualnego Mistrza Europy.

 

Co dalej?


36-letni zawodnik to niewątpliwie największy przegrany tegorocznego sezonu. Pedersen popełnił błędną decyzję, wybierając jazdę z kontuzjowaną ręką. Duńczyk nadal ma niezaleczony uraz, a medal Grand Prix, którego tak bardzo pragnął uciekł bezpowrotnie. W wieku Nickiego zazwyczaj pojawiają się pytania, co dalej? Przecież kariery skończyli już Leigh Adams i Jason Crump, a niedługo na żużlową emeryturę przejdą też zapewne nestorzy speedwaya – Greg Hancock i Tomasz Gollob.


U Pedersena widać jednak sportową złość. On nadal jest żądny tytułów i nie spocznie póki nie wywalczy kolejnego krążka IMŚ. Byle tylko nie frustrował się tak jak podczas ostatniej rundy w Sztokholmie, kiedy rzucał w boksie goglami, a nawet ostentacyjnie zostawiał motocykl na torze po skończonym biegu. Gdy takie rzeczy wyprawia Nicki wiadomo, że jest zdesperowany. To już taki typ, że musi uzewnętrznić swoje emocje.

Kategoria: Żużel
Komentarze (0)