Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Żużel Sportowa porażka Tampere
Stadion w Tampere.
fot. speedwaygp.com
Stadion w Tampere.

Sportowa porażka Tampere

Żużel | 18 maja 2014 11:56 | Hubert Błaszczyk

Rozrywający się tor, upadki i niespodziewane rozstrzygnięcia - tak zapamiętam pierwsze Grand Prix Finlandii w Tampere. I nie będą to wspomnienia miłe. Efektownych akcji było jak na lekarstwo, a zawodnicy częściej niż z rywalami walczyli z nawierzchnią.


Wpadek organizacyjnych było więcej. Do kuriozalnej sytuacji doszło w wyścigu dwunastym, który musiał być powtórzony. Kierownik startu, sympatyczna blondynka pomyliła okrążenia, pokazując szachownicę po trzecim z nich! Zdenerwowany był Tai Woffinden. Powtórka nie w smak była też Troyowi Batchelorowi. Australijczyk najwięcej stracił. W powtórce zamienił się miejscami z Nickim Pedersenem. Na szczęście, pani kierownik nie wypaczyła wyników zawodów. Batch znalazł się ostatecznie w półfinałach i odebrany punkt zbyt wiele krzywdy mu nie zrobił.


Rozrywający się tor powodował niespodzianki. Na pierwszym łuku wytworzyła się rynna. Zawodnicy starali się jej unikać, ale na wąskim owalu w Tampere było to niemożliwe. Gdy już jednak w nią wjeżdżali, to podskakiwali w górę niczym tenisowe piłeczki. Nie uniknął takich przygód Jarosław Hampel. Polak w czwartej serii startów stracił w ten sposób niezwykle cenne punkty.


Postawa Małego i Nielsa Kristiana Iversena była rozczarowaniem. Zawodnicy, którzy na co dzień dzielą i rządzą w ENEA Ekstralidze, na torze w Tampere nie byli w stanie znacząco powiększyć swojego dorobku. Duńczyk przełożył się w drugiej części zawodów, ale po dwóch zerach margines błędu miał już ograniczony. Zawody zakończył z sześcioma punktami, co ewidentnie go rozeźliło. Na Twitterze Iversen zawody podsumował jednym wyrazem: „shit”.


Na usprawiedliwienie Hampela trzeba wspomnieć o polach startowych. Te w Tampere odgrywały kluczową rolę. Z zewnętrznych pól zawodnicy odnieśli 18 zwycięstw, z wewnętrznych tylko 5. Najbardziej feralne było drugie pole. Udało się z niego wygrać tylko raz. Polak miał niekorzystne losowanie i w czerwonym lub niebieskim kasku do wyścigów wyjeżdżał trzykrotnie.


Pech jednych, szczęściem drugich. W Tampere oglądaliśmy odrodzenie Taia Woffindena i Nickiego Pedersena. Aktualny Mistrz Świata był piekielnie szybki. Dogadał się ze swoim sprzętem. Dzięki szesnastu zdobytym punktom wraca do gry o medale.


Pedersen ciułał punkty. Wymęczył ich dziesięć. To po nieudanych meczach ligowych w Polsce i słabym Grand Prix w Bydgoszczy dobry dorobek. Power jest już tylko punkt w klasyfikacji generalnej za prowadzącym Krzysztofem Kasprzakiem.


Zwyciężył Matej Zagar. On na taki sukces już od dawna zasługiwał. Słoweniec to jeden z najrówniej jeżdżących zawodników w całej stawce. Rzadko zawala poszczególne rundy. A czasami stać go właśnie na tego typu wyskoki. Lubi tory, na których po raz pierwszy organizowane jest Grand Prix. Przed rokiem był bliski zwycięstwa w Sztokholmie. Tam świetnie spasowany był Niels Kristian Iversen. Teraz nieco uśmiechnęło się do niego szczęście. W finale jechał drugi, ale Woffinden wpadł w dziurę i Zagar to wykorzystał, odnosząc pierwsze zwycięstwo w Grand Prix w karierze.


Żeby nie było tak smutno. W Tampere jedna rzecz mnie zadziwiła. Byli nią kibice. Trybuny stadionu wypełniły się. Co prawda Finowie bardziej skupieni byli na namiotach cateringowych i alkoholu, a nie na śledzeniu zawodów, jest to jednak dobry kapitał na przyszłość. W cyklu Grand Prix chodzi przecież o to, aby jak najwięcej krajów organizowało rundy. Finowie swoją obecnością na pierwszej rundzie pokazali, że na to zasługują. Organizacyjnej pracy czeka ich jednak dużo.


HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk

Kategoria: Żużel
Komentarze (0)