Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Żużel Zagar dojrzał do zwycięstw

Zagar dojrzał do zwycięstw

Żużel | 02 czerwca 2014 11:14 | Hubert Błaszczyk
Matej Zagar (na prowadzeniu)
fot. Wojciech Tarchalski / Superstar.com.pl
Matej Zagar (na prowadzeniu)

Matej Zagar nie jest dla fanów żużla zawodnikiem anonimowym. Jako stały uczestnik w Grand Prix pojawił się już w 2006 roku. Wtedy dwukrotnie stawał na podium. Słoweniec trzeci był we Wrocławiu, a drugi w Pradze. Ja pamiętam go z tych pierwszych zawodów, ale też jako niespełnionego faworyta do tytułu IMŚJ we Wrocławiu (2004). Do sukcesów musiał dojrzeć. Teraz jako żużlowiec ukształtowany jest moim osobistym faworytem do tytułu mistrza świata.


Zagar po słabszym okresie w swojej karierze odbudował się w Stali Gorzów. Gdy przychodził do klubu w 2009 roku stanowił uzupełnienie składu. Miał zdobywać 7-8 punktów. Z czasem jego rola w zespole rosła. W 2012 roku jeździł na tyle dobrze, że Stal musiała się z nim rozstać. Powodem był zbyt wysoki KSM. Cztery lata spędzone w Gorzowie Wielkopolskim, spowodowały, że Słoweniec nie tylko stał się dojrzalszym jeźdźcem, ale też człowiekiem.

 

Transfer do Gniezna nie był najlepszym wyborem w życiu Zagara. Problemy finansowe, obrona przed spadkiem – takie sprawy nigdy nie należą do przyjemnych. To nie przeszkadzało Matejowi w świetnej jeździe w Grand Prix. Rok 2013 był bowiem pierwszym, w którym Słoweniec wrócił do cyklu jako pełnoprawny uczestnik. I wrócił w wielkim stylu. Już w drugim Grand Prix w Bydgoszczy stanął na drugim stopniu podium. Później robił to jeszcze dwukrotnie – w Kopenhadze i w Sztokholmie.


Zagarowi cały czas brakowało upragnionego zwycięstwa w Grand Prix. Uczynił to jako 30-latek, przed dwoma tygodniami w fińskim Tampere. Czasami żużlowcy dojrzewają dłużej. Tak było w przypadku Nielsa Kristiana Iversena, tak jest też z Matejem Zagarem. Dobrą formę potwierdził w Pradze, gdzie stanął na najniższym stopniu podium.


Matej, zapytany na konferencji prasowej przez prowadzącego, czy nie jest rozczarowany, tylko się uśmiechnął. – Jestem naprawdę szczęśliwy. Zdobyłem 16 punktów. Po wygranej w Finlandii jedyne, czego chciałem to pokaźna zdobycz punktowa. Punkty dają nagrodą na koniec sezonu. Zdobywanie nagród to mój cel. Oczywiście, byłoby cudowne kroczyć od zwycięstwa do zwycięstwa, ale dziś mogę tylko pogratulować Tai’owi i Gregowi. Na Markecie jeździli świetnie – powiedział Zagar.


Świetna forma Zagara skłania do refleksji. Słoweniec stał się bowiem jednym z głównych faworytów do tytułu mistrza świata. W czołówce jest ciasno, ale moją prywatną listę otwiera właśnie zawodnik z Lublany. Dlaczego? Bo prezentuje równą formę, zbiera punkty, rzadko zalicza wpadki, a przede wszystkim uwielbia jeździć na torach, które pojawią się w drugiej części cyklu Grand Prix. Kopenhaga, Gorzów Wielkopolski, Sztokholm – to miejsca, w których Zagar czuje się jak ryba w wodzie. Kluczowe będzie poprawienie wyniku z Torunia i Cardiff. Bo tam Matej zawiódł.


Główni rywale Zagara? Woffinden, Hancock i Pedersen. Z premedytacją w tym gronie nie umieszczam Darcy’ego Warda. Australijczyk jeździ fantastycznie. Ale to szalony typ, nigdy nie wiadomo, co przyjdzie mu do głowy. Jeździ na granicy kontuzji, podobnie zresztą jak Woffinden.


Kolejny rundy Grand Prix zapowiadają się pasjonująco. Nigdy różnice pomiędzy zawodnikami nie były tak małe, nigdy do tytułu nie pretendowało też tak liczne grono. Na papierze emocje mamy gwarantowane. Byle na torze walki było więcej niż na praskiej Markecie.

 

HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk

Kategoria: Żużel
Komentarze (0)