Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Żużel Greg Hancock: Stawiam na Australijczyków

Greg Hancock: Stawiam na Australijczyków

Żużel | 02 sierpnia 2014 10:57 | Hubert Błaszczyk
Greg Hancock w Bydgoszczy był niedościgniony.
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
Greg Hancock w Bydgoszczy był niedościgniony.

Greg Hancock świetnie spisał się w czwartkowym barażu Drużynowego Pucharu Świata. Amerykanin zdobył komplet 21 punktów. W finale stawia na Australijczyków.


Świetny występ. Był Pan w czwartkowym barażu niedościgniony. Zdobyć 21 punktów to duży wyczyn.


Jestem szczęśliwy. Wiele pracowałem na to, żeby osiągnąć taki wynik. Czwartkowe zawody były dla mnie dużym testem. Używałem nowych silników, nowych ustawień motocykla. Ze wszystkim trafiłem perfekcyjnie. To fantastyczne uczucie, kiedy stajesz pod taśmą ze światową czołówką i wygrywasz z nimi w każdym wyścigu. Świetnie jest być Amerykaninem w takim dniu.


Po takim występie nie wypada nie spytać, czy Bydgoszcz jest jednym z Pana ulubionych torów?


Nie mam wątpliwości, że jest to wyjątkowe miejsce. To jeden z najlepszych torów do ścigania się na świecie. Na torze jest wiele opcji. Organizatorzy przygotowują zawsze kilka ścieżek, można więc wyprzedzać. Ten tor jest zdecydowanie w trójce moich ulubionych.


USA zakończyło starty w Drużynowym Pucharze Świata na półfinale. Czy jest Pan zadowolony ze startu zespołu?


Żużel jest specyficzną dyscypliną sportu. Zwłaszcza takie zawody jak Drużynowy Puchar Świata. Wygrywasz wyścigi dla siebie, ale przede wszystkim dla drużyny. Jazda dla mojego kraju jest najlepszym uczuciem, jakiego doświadczyłem podczas mojej kariery. W tym roku osiągnęliśmy, to co sobie zakładaliśmy. To jest magiczne. Poza mną mieliśmy bowiem samych młodych zawodników.


W King’s Lynn główną regułą USA było unikanie zer. Tu w Bydgoszczy było ich zbyt dużo, by liczyć na dobry wynik…


To prawda. Trzeba na to spojrzeć z innej strony. Zawody barażowe były naprawdę silne. Zera są bardzo ważne, ale również tor nam nie sprzyjał. Max Ruml i Gino Manzares startowali tutaj po raz pierwszy w swojej karierze. Nie można było wymagać od nich przywożenia utytułowanych rywali za plecami. Tłumaczyłem im, że nie mogą na siebie nakładać presji i martwić się po słabszych występach. Krok po kroku, a ci zawodnicy zaczną zdobywać punkty. Oni na pewno nie wrócą do domu szczęśliwi. Będą sfrustrowani, ale po czasie wyciągną wnioski i będą lepszymi żużlowcami.


Był Pan z drużyną przez cały DPŚ, czy patrząc na pracę tych zawodników, uważa Pan, że są oni przyszłością amerykańskiego żużla?


Jestem tego pewien. Billy Hamill dał im duży kredyt zaufania. On wykonuje świetną pracę. Gino Manzares i Max Ruml robią duże postępy. Oni dostali szansę w Drużynowym Pucharze Świata. W King’s Lynn spisali się świetnie, w Bydgoszczy poszło im trochę gorzej. Gino i Max stanowią jednak świetny przykład dla chłopców, którzy starają się ich gonić. Ta grupa widzi, że jeśli będzie czynić postępy to w końcu dostanie swoją szansę. To są nasi nowi bohaterzy. Gdy wrócą do domu będą podziwiani. Dzieci będą chciały ich naśladować. Przyszłość dla amerykańskiego żużla jest jasna.


Kto jest Pana faworytem w sobotnim finale?


To będą trudne zawody. Faworytem są Polacy. Oni mają przewagę własnego toru i kibiców. Ale ja wcale nie skreślałbym Australijczyków. Drużyna Marka Lemona z każdym okrążeniem barażu była coraz silniejsza. Jeśli miałbym stawiać, to postawiłbym na nich

Kategoria: Żużel
Komentarze (0)