Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Żużel Maksym Drabik: Nie maczałem łap w zgaszeniu światła

Maksym Drabik: Nie maczałem łap w zgaszeniu światła

Żużel | 06 paździenika 2014 10:35 | Hubert Błaszczyk

Maksym Drabik był największym pechowcem przerwanego finału PLŻ 2. Młody zawodnik MDM Komputery Dreier ŻKS Ostrovia zanotował dwa defekty na punktowanych pozycjach.

 

- Miałem problemy z łańcuchami sprzęgłowymi. Wyciągnęliśmy je prosto z kartonu. Spaliły się i zerwały. Dwa razy dopadł mnie ten sam pech. Trudno, taki jest żużel – tłumaczył Drabik po zapadnięciu egipskich ciemności.

 

Drabik problemy z łańcuszkiem sprzęgłowym miał już w swoim drugim wyścigu, w którym przywiózł do mety podwójne zwycięstwo z Marcinem Wawrzyniakiem. - W pierwszym wyścigu też wszystko z łańcuchami nie grało tak jak powinno. Też się palił, ale nie zerwał się.

 

Pytany o powód defektów odpowiedział w charakterystycznym stylu dla swojego ojca. - Nie produkuję tych łańcuchów, więc nie jestem w stanie powiedzieć, co tam się stało. Chyba były wadliwe – mówił Maksym. Po chwili ponownie rozbawił dziennikarzy. - Ja w zgaszeniu światła łap nie maczałem, więc nie będę się wypowiadał. Podobno w połowie miasta nie było prądu – tak słyszałem – dodał wyraźnie rozbawiony.

 

Młody zawodnik wierzy w odrobienie strat w powtórce, której termin wyznaczy GKSŻ. - W powtórce jesteśmy w stanie odrobić straty. Już w niedzielę byliśmy blisko. Kolega miał defekt, potem ja dwukrotnie. Dryml też miał upadek. Straciliśmy głupie punkty. Sprawa awansu byłaby już  rozstrzygnięta, gdyby nie pech. Trudno, nie zrobimy nic. Jedziemy dalej. Myślę, że odrobimy straty.

 

Finał PLŻ 2 poprzedzony był długimi przygotowaniami miejscowego zespołu. Wszystko przez inną nawierzchnię, która została przygotowana na te zawody. Ostrowianie przez cały sezon jeździli na lekko przyczepnym torze, w niedzielę pojechali na twardym owalu. - Trenowaliśmy po trzy godziny w piątek i sobotę, ale gubiłem się na tym twardym torze. W piątek pogubiliśmy się, ale w sobotę założyliśmy specjalne zębatki i zaczęło grać, ale nie było łatwo dopasować się do toru. W Ostrowie zawsze było pod koło i mi pasowało. Trener przygotował coś innego i trzeba było się dopasować.

 

HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk

Kategoria: Żużel
Komentarze (0)