Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Żużel Nie dla żużlowego bandytyzmu

Nie dla żużlowego bandytyzmu

Żużel | 13 paździenika 2014 09:59 | Hubert Błaszczyk
Fredrik Lindgren - negatywny bohater GP w Toruniu.
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
Fredrik Lindgren - negatywny bohater GP w Toruniu.

Do napisania tego tekstu zbierałem się dość długo. Na żużlowych torach od dłuższego czasu obserwuję bowiem brak poszanowania dla kości rywali. Liczy się, żeby wyprzedzić przeciwnika tu i teraz, brak jest przygotowanych akcji. Jak na dłoni było to widać podczas ostatniej rundy Grand Prix w Toruniu. Ofiarą kretyńskiej jazdy Fredrika Lindgrena stał się Michael Jepsen Jensen, który zawody zakończył ze złamanym obojczykiem. Poszkodowanych mogło być więcej, bo zawodnicy nie przebierali w środkach.

 

W Toruniu było niewielu zawodników, którzy jechali o nic. Szans na utrzymanie nie mieli tylko Martin Smolinski, Kenneth Bjerre i Chris Harris. Pokazać chcieli się Janowski, Miedziński i Jepsen Jensen – reszta walczyła na noże.

 

Negatywnym bohaterem wieczoru był Fredrik Lindgren. Szwed przed Grand Prix w Toruniu był w grupie zawodników, którzy walczyli o siódme i ósme miejsce, gwarantujące pewne utrzymanie w cyklu na kolejny sezon. To było widać na torze – nieuporządkowana jazda, nadmierna motywacja. Nie wiem, czy Lindgren nie przesadził z substancjami pobudzającymi przed zawodami, ale stanowił zagrożenie dla siebie i przeciwników. W pierwszym wyścigu bezsensownie skasował Michaela Jepsena Jensena. W kolejnym wyścigu stanął w poprzek na prostej, blokując Troya Batchelora. Znając gorącą krew Australijczyka miałem nadzieję, że utemperuje nieco zapędy Lindgrena. Szaleństwa nie wyszły jednak Skandynawowi na dobre. W Toruniu zdobył tylko trzy punkty i wypadł z cyklu Grand Prix. Raczej na dobre, bo po jego wyczynach w ostatnich latach raczej nikt o zdrowych zmysłach nie przyzna dzikiej karty nijakiemu Fredce.

 

Na granicy ryzyka jeździli też Tai Woffinden, Nicki Pedersen i Adrian Miedziński. Polak z Brytyjczykiem starli się w drugim łuku trzeciego wyścigu. Sytuacja nie była jednoznaczna. Miedziński zakładał Woffindena i oba szczepili się motocyklami. Sędzia wykluczył Miedziaka i popełnił błąd, choć w studio arbitra starał się bronić Tomasz Gollob.

 

Gorąco było też w finale, kiedy rozpędzony Nicki Pedersen wjechał w Krzysztofa Kasprzaka. Kristel Gardell wykluczył z powtórki Duńczyka, zresztą całkiem słusznie. Power nie mógł jednak pogodzić się z decyzją sędziego. Zwłaszcza, że ta mogła go kosztować brązowy medal. Ostatecznie Power stanął na najniższym stopniu podium po biegu dodatkowym z Woffindenem. W międzyczasie zdążył rzucić do Armando Castagni, że rezygnuje z Grand Prix. Po zawodach stwierdził jednak, że za rok będzie walczył o tytuł mistrzowski... cały Nicki. Dzik jakich mało.

 

HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: ttwitter.com/hubertblaszczyk

Kategoria: Żużel
Komentarze (0)