Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Żużel Okiem Laika: Żużel na taśmach po ciosie w Warszawie

Okiem Laika: Żużel na taśmach po ciosie w Warszawie

Żużel | 19 kwietnia 2015 11:08 | Mateusz Decyk

fot. superstar.com.pl

Jak sam tytuł tego wywodu wskazuje nie jestem ekspertem w dziedzinie żużla. Wybrałem się wczorajszego wieczoru na Stadion Narodowy z podobnych pobudek, co wielu innych obserwatorów tego widowiska. Żużel na żywo widziałem po raz pierwszy. Miałem być oczarowany, złapać bakcyla, zainteresować się Ekstraligą. Do domu wróciłem zmarznięty, oszukany, zawiedziony, a co najgorsze… zdezorientowany.

 

Czym musi być mój zawód przy tym co spotkało najlepszego zawodnika w historii polskiego Speedwaya? Żegnany wśród dźwięków gwizdów, przy stopniowo opuszczanych trybunach Stadionu Narodowego i w atmosferze skandalu. Tak żegnamy swojego mistrza! Wcale nie winię za taki finał ludzi, którzy zapłacili ciężkie pieniądze za bilety, przyjechali z drugiego końca Polski, być może mocno nadszarpnęli mocno swój budżet, by być częścią tego historycznego wydarzenia w komfortowych warunkach. Nie można ich winić.

 

Wychowałem się w Warszawie. Żużel na tych terenach nie jest sprawą, o której aż huczy na szkolnych korytarzach, na pewno nie rozmawiają o nim sąsiadki mijające się na klatce, a i Pan Andrzej mający pełen pakiet kanałów sportowych woli obejrzeć mecz Cracovii z Pogonią Szczecin. Speedway jest w Polsce sportem narodowym i tego statusu nie chcę mu odbierać, ale właśnie w naszej stolicy i w ogóle rejonie o tak ogromnym potencjale marketingowym i popycie na sport żużel nie jest dyscypliną z absolutnego TOP-u. Nie boję się tego powiedzieć. Właśnie dlatego to Grand Prix odbyło się na Narodowym, a nie w Toruniu! By pokazać ludziom, że taki sport jest, ze potrafimy zrobić z tego świetną imprezę, osiągnąć w nim sukces i przebić się z tym na pierwsze strony gazet. Spopularyzować go na jałowym terenie. By tak jak kiedyś przy skokach narciarskich cała Polska wiedziała co to ,,punkt K'' i jak wygląda poprawnie wykonany telemark.

 

Oczywiście zagorzali sympatycy żużla w moment zaoponują i mają do tego prawo! Że jak to? Przecież nasza liga jest świetnie realizowana, przez popularną stację telewizyjną, mamy ogromne tradycje, młode talenty, w naszym kraju jeżdżą światowe gwiazdy. Tylko, że w miastach, gdzie żużel nigdy nie miał palmy pierwszeństwa totalnie tego nie czujemy. To może i subiektywne odczucie, ale popatrzmy chociażby na ogólnopolskie rankingi popularności sportowców. Mimo ogromnych sukcesów polskiego speedwaya w ostatnich latach, pod względem marketingowym (niestety) wielkie zwycięstwa Hampela, czy Golloba były nakrywane czapką przez osiągnięcia naszych lekkoatletów, czy Justyny Kowalczyk, a zdarzało się, że w plebiscycie Przeglądu Sportowego wyżej plasowało się podnoszenie ciężarów, czy strzelectwo. Pod każdy sukces trzeba zrobić dobry PR. Mam wrażenie, że w żużlu przez kilka dobrych lat o tym zapominano.

Idealną okazją by to zmienić było SGP na Narodowym. I wiecie co? Przez pewien czas czułem tę atmosferę! Akcja marketingowa przed samymi zawodami, jak i otoczka z pompowaniem balonika była wręcz kapitalna. Piętnaście przed siódmą wieczorem, słysząc ryk jednocylindrowych maszyn rozgrzewających się do rywalizacji czułem, ze biorę udział w czymś wielkim, co zostanie zapamiętane i lekką ręką będę mógł o tym opowiadać wnukom. Nie byłem jedyną osobą na trybunach, która czuła się delikatnie zdezorientowana już na pierwszym biegu, ale kibice przybyli między innymi z Rzeszowa, czy Zielonej Góry zrobili tutaj świetną robotę! To oni pociągnęli za sobą resztę, być może nie do końca świadomą tego co dzieje się na torze. Gdy Kasprzak wygrał swój pierwszy bieg czułem niczym nie skrępowaną euforię wokół siebie. O to chodziło!

 

W pewnym momencie coś zaczęło się psuć. Powtórzone biegi, niezadowolenie jawnie okazywane przez obserwatorów w żółto-niebieskich szalikach, taśma która stanie się na dosyć długi czas symbolem potknięcia polskiego żużla. Z początku dziesięciominutowe przerwy nie robiły na mnie wrażenia. Byłem podekscytowany w oczekiwaniu na kolejne biegi. Ale negatywna atmosfera od ludzi zorientowanych w tym co zaczyna się dziać poczęła się udzielać. Wiedzieliśmy, że coś jest nie tak i jeśli wyjdziemy stąd przed pierwszą w nocy, to będzie to konsekwencja przerwanych zawodów.

 

Nasze najgorsze obawy się potwierdziły, kiedy po jakimś czasie największe emocje na trybunach wzbudzały niefortunne próby naprawienia taśmy przez służby techniczne. Internet na stadionie mocno szwankował, ale informacje rozchodziły się z prędkością światła. Opuszczony park maszyn, technicy porzucający swoje obowiązki względem toru i muzyka, która miała nam umilić czas. Cóż… nie umiliła, bo dobrze widzieliśmy, że ktoś gra z nami na czas. Mam nadzieję, że już wszyscy wiedzą, że wina nie leży tutaj po stronie polskiej, że zawiedli Duńczycy, ale nikt chyba nie ma wątpliwości kto poniósł tutaj największą porażkę. Niestety najczęściej w takich sytuacjach przegrywa sport. Impreza na Narodowym miała być spektakularnym sukcesem, a niestety stała się równie wielką porażką. Szczególnie w oczach laików. Nikt nie będzie wspominał nieszczęsnych Duńczyków. To żużel będzie utożsamiany z tą klapą. 

 

Już wczoraj internet rozpoczął proces wylewania frustracji po tym co się stało. Odgrażanie się pozwem zbiorowym, postulaty o zwrot pieniędzy za bilety. Czy coś z tego wyjdzie? Ciężko powiedzieć. Jak można się było spodziewać organizator szybko umył ręce, nie kwapiąc się na większe przeprosiny pod adresem kibiców. Sam czuję się oszukany. Może w moim przypadku to tylko kilkadziesiąt złotych, ale czuję, że moją intencją było zapewnienie sobie za tę sumę emocji i uczestnictwa w wydarzeniu na skalę całego kraju. Co dostałem w zamian doskonale wszyscy wiecie. Nie wiem czy będę brał udział w jakimś oficjalnym proteście, pozwie zbiorowym – wątpię. Ale myślę o ludziach, którzy zapłacili za dobre miejsca, wstali wcześnie rano by być o czasie na błoniach Narodowego. Za darmo przecież nie przyjechali, być może wzięli dwa dni wolnego w pracy, być może to miała być ogromna przygoda, z której mieli czerpać radość. Byłoby ogromnym nietaktem pozostawić tych ludzi bez rekompensaty. Chociaż słowo takt nijak nie wpisuje się charakterystykę tego co wydarzyło się w sobotni wieczór w Warszawie.

Kategoria: Żużel
Komentarze (0)