Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Żużel Mikkel Michelsen: Czuję wsparcie trenera

Mikkel Michelsen: Czuję wsparcie trenera

Żużel | 20 maja 2015 17:46 | Hubert Błaszczyk
Mikkel Michelsen (z prawej) w rozmowie z Markiem Cieślakiem.
fot. Jakub Janecki
Mikkel Michelsen (z prawej) w rozmowie z Markiem Cieślakiem.

- Wielu ludzi mówiło mi po zawodach: Mikkel, musisz być bardzo rozczarowany… Odpowiadałem, że to był mój powrót do ścigania po kontuzji i chcę odbudowywać formę krok po kroku. Awans do Grand Prix nie jest moim celem w tym roku. To jest marzenie, które chcę zrealizować w przyszłości – mówi w rozmowie z naszym portalem, Mikkel Michelsen. Duńczyk w świetnym stylu zadebiutował w niedzielę w barwach MDM Komputery Dreier ŻKS Ostrovia, zdobywając 10 punktów i bonus.


To były bardzo dobre zawody dla Ciebie. Pojechałeś zdecydowanie lepiej niż Nicklas Porsing przed tygodniem. Kibice byli zadowoleni nie tylko z Twojej jazdy, ale też agresywnego stylu, który prezentowałeś na torze. Jak ten mecz wyglądał z Twojej perspektywy?


Wiedziałem, że to będą trudne zawody. Pracowałem bardzo dużo nad sobą. Przede wszystkim nad moim nastawieniem do żużla. Chciałem być lepiej zmotywowanym i podchodzić do zawodów z większą wolą walki. Wypracowaliśmy z moim teamem dobry system. Czuję się bardzo komfortowo na motocyklu i to przekłada się na zdecydowanie lepsze wyniki na torze. Moja stopa nie wróciła jeszcze do pełni sprawności, ale z każdym tygodniem jest lepiej. Zawody oceniam pozytywnie. Tor był dość przyczepny. Nie brakowało dziur, dlatego pod koniec zawodów musiałem uważać.


Co stało się w Twoim ostatnim wyścigu? Po świetnym starcie musiałeś ratować się przed upadkiem…


Wygrałem start i byłem z przodu. Niestety, wpadłem w dziurę na wyjściu z pierwszego łuku. Upadek był naprawdę blisko, ale pomogła mi ogromna chęć wygrania tego wyścigu. Uderzyłem w bandę, ale udało mi się uratować z trudnej sytuacji. Trzymałem gaz do końca wyścigu i goniłem Damiana Balińskiego. Niewiele brakło, ale dogonienie go, a wyprzedzenie to zazwyczaj dwie różne rzeczy.


Starałeś się jechać parą w pierwszym wyścigu z Michałem Szczepaniakiem. To bardzo ważne, ponieważ w Ostrovii niewielu zawodników próbuje to robić i chce jeździć drużynowo.


Dokładnie. To dość śmieszne, że w Polsce zawodnicy nie chcą jeździć parowo. Wyjątkami są zwodnicy, którzy jeżdżą ze sobą długo i bardzo dobrze się znają. W przedsezonowym sparingu z Betardem Spartą Wrocław starałem się jeździć w ten sposób z Mateuszem Szczepaniakiem, ale to nie działało. W meczu z Rybnikiem z Michałem Szczepaniakiem wychodziło to znacznie lepiej. Szukaliśmy się w pierwszym wyścigu. Co prawda wjeżdżaliśmy sobie trochę w linię jazdy, ale po pierwszych dwóch okrążeniach zrozumieliśmy, o co chodzi i uniemożliwiliśmy rywalom wyprzedzenie nas. Bardzo dobrze dogaduję się z Michałem poza torem. Myślę, że w przyszłości możemy stworzyć silną parę, która będzie wygrywała wyścigi dla naszego zespołu. Czekam na kolejne starty w parze z Michałem.


Twoja metamorfoza jest godna podziwu. W meczu Polska-Dania wyglądałeś na wolnego i zagubionego. Co stało się z Twoimi silnikami, w ciągu tych dwóch tygodni?


Nie czułem się wtedy zbyt dobrze na torze. Odczuwałem jeszcze skutki kontuzji. To nie jest jednak żadne wytłumaczenie. Wyjeżdżając na tor nie myślisz o urazach. Zrobiłem kilka głupich błędów na torze, pogubiłem się z ustawieniami – to nie był mój dzień. Nie sądzę, że byłem aż tak wolny, ale wybierałem złe ścieżki i nie czytałem toru. W ostatnim wyścigu z Kasprzakiem, Bjarne i Gollobem byłem przecież szybki. Walczyliśmy przez całe zawody z przełożeniami i w końcu je znaleźliśmy. Tor był przyczepny, ale zdecydowanie trudniejszy niż w meczu z Rybnikiem. W niedzielę pomogła mi próba toru, na którą wyjechałem przed zawodami. Przetestowałem oba motocykle i wybrałem ten, na którym czułem się bardziej komfortowo. Trzymałem gaz przez cztery okrążenia i zdobywałem punkty.


Zawsze miło jest wygrywać na własnym torze, ale inne drużyny w Nice PLŻ pokazują u siebie, że są bardzo mocne. Wygrana z Rybnikiem na pewno musi cieszyć, ale 7 punktów w kontekście rewanżu na trudnym rybnickim torze to mała zaliczka.


Rybnik jest bardzo silną drużyną. Zobacz na przykład na Szombierskiego. W Ostrowie pojechał słabo, ale to bardzo doświadczony zawodnik i na własnym torze na pewno pojedzie na bardzo dobrym poziomie. Cieszę się, że prowadziliśmy przez całe spotkanie. Był moment, że rywale zbliżyli się do nas na pięć punktów, ale szybko odparliśmy ich atak. W Rybniku musimy pojechać podobnie jak w Ostrowie. Skupić się na dobrym starcie i rozegraniu pierwszego łuku. Wtedy możemy liczyć na pozytywny wynik. Będziemy musieli jechać drużynowo, co wcale nie jest łatwe w Rybniku. To specyficzny tor. Czekam z niecierpliwością na te zawody. Ten tor pasuje do mojego stylu jazdy, jest bardzo szybki jak w Ostrowie i zamierzam pojechać bardzo dobry mecz.


Kolejny mecz pojedziecie w Bydgoszczy. Miałeś okazję jechać na tym torze?


Byłem raz w Bydgoszczy i naprawdę tor mi się podobał. Słyszałem, że w tym sezonie przygotowują tam nawierzchnię nieco inaczej. Tor nie jest tak przyczepny jak było to zazwyczaj. Geometria toru w Bydgoszczy bardzo mi pasuje. To dobry tor do ścigania. Czekam więc na niedzielę i mam nadzieję, że ponownie kibice będą mieli powody do radości po moich wyścigach. Jeśli pojedziemy tak skoncentrowani jak u siebie z Rybnikiem zwycięstwo będzie w naszym zasięgu.


Wróćmy jeszcze do Twojej stopy. Kontuzja kosztowała Cię wiele. Straciłeś dwa mecze w Polsce i nie byłeś w stu procentach przygotowany do krajowych eliminacji do Grand Prix i SEC.


Tak, ale nie postrzegam do końca tego w ten sposób. Moimi pierwszymi zawodami po powrocie do ścigania były właśnie kwalifikacje do Grand Prix i SEC. Zabrakło mi tylko jednego punktu do awansu, co nie jest złym rezultatem. Byłem pierwszy raz na motocyklu od 5 tygodni, także nie traktowałem tego jako porażki. Bardziej cieszyłem się, że byłem w stanie nawiązać rywalizację z najlepszymi duńskimi zawodnikami. Zdobyłem 10 punktów i pokonałem kilku klasowych żużlowców. Będąc szczerym nie jestem bardzo zawiedziony. Wielu ludzi mówiło mi po zawodach: Mikkel, musisz być bardzo rozczarowany… Odpowiadałem, że to był mój powrót do ścigania po kontuzji i chcę odbudowywać formę krok po kroku. Awans do Grand Prix nie jest moim celem w tym roku. To jest marzenie, które chcę zrealizować w przyszłości. W tym roku mam ważniejsze sprawy. Chciałbym skupić się na Indywidualnych Mistrzostwach Świata Juniorów. Musimy dalej pracować wraz z teamem. Wypracowaliśmy jednak dobry system pracy, a ja czuję się komfortowo na motocyklu. Mogę z optymizmem patrzeć w przyszłość.


Jaki jest cel dla Ciebie w tym roku? W poprzednim sezonie miałeś kilka niezłych występów w Lesznie, ale więcej było słabych. Stabilność jest chyba czymś, czego będziesz szukać w Ostrowie…


Jeździłem na bardzo stabilnym poziomie w Szwecji w poprzednim roku. Jestem więc bardzo zadowolony, że przedłużyłem tam kontrakt z tym samym klubem. To jest miejsce, w którym czuję się bardzo komfortowo. Nie zmieniłem też klubu w Danii. Szukam stabilności przede wszystkim w Polsce. Tak jak powiedziałeś, miałem w poprzednich latach wiele wzlotów i upadków. Moje starty w Lesznie to jednak dużo bardziej złożona kwestia. Wyczekiwałem w soboty telefonów czy będę w składzie, czy też nie, co nie wpływało dobrze na moje wyniki. To generowało dodatkowy stres. Klub wywierał na mnie dużą presję. Tutaj w Ostrowie trener Cieślak nie traktuje mnie w ten sposób. Wie, na co mnie stać. Mówi mi wyluzuj się i pokaż się z jak najlepszej strony. Czuję duże wsparcie ze strony trenera. Wierzę, że z odrobiną szczęścia wszystko ułoży się dobrze i będę jeździł w Polsce na odpowiednim poziomie.


HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk
 

Kategoria: Żużel
Komentarze (0)