Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Żużel Powtórzyć 2010 rok

Powtórzyć 2010 rok

Żużel | 13 czerwca 2015 12:23 | Hubert Błaszczyk
Polacy wygrali w 2010 roku w Vojens po niesamowitym dreszcowcu.
fot. Hubert Błaszczyk
Polacy wygrali w 2010 roku w Vojens po niesamowitym dreszcowcu.

Vojens Speedway Center – to kompleks, który albo się kocha, albo nienawidzi. To właśnie tutaj w sobotę rozegrany zostanie finał Drużynowego Pucharu Świata. O dziwo ma nie padać, choć pierwsze prognozy pogody mówiły o intensywnych ulewach. Wszystko więc w rękach i silnikach naszych zawodników.


Team Spirit


W 2010 roku po złoto w Vojens sięgali Holta, Gollob, Miedziński, Kołodziej i Hampel. Teraz w składzie naszej reprezentacji szansę miał znaleźć się tylko ten ostatni. Plany naszemu kapitanowi pokrzyżowała kontuzja. Uraz naszego najlepszego zawodnika paradoksalnie jeszcze bardziej scementował polskich zawodników. To jest prawdziwy team spirit.


- Z tamtą kadrą było inaczej. Nie mówię, że było źle, ale z tymi zawodnikami, których mam teraz pracowałem w klubach. Ja jestem dla nich starszym panem, ale dogadujemy się świetnie. Jest jak to się mówi – team spirit
– mówił przed barażowym turniejem dla nc+ trener, Marek Cieślak.


Perfekcja da złoto


Atmosfera i głód sukcesów to dwie rzeczy, które wyróżniają naszą kadrę. Przed finałem nie należymy do faworytów, ale w barażu wszyscy nasi zawodnicy pokazali, że na torze w Vojens potrafią się ścigać.


Do końcowego sukcesu potrzeba będzie perfekcji. W 2010 roku po słabiutkim początku udało się dogonić rywali. Teraz Drużynowy Puchar Świata odbywa się w innej formie. Nie ma pięciu dodatkowych wyścigów. Dlatego tak ważny będzie dobry początek. Lepiej ze startu musi wychodzić Bartosz Zmarzlik, rozważniej planować ataki Przemysław Pawlicki. O Buczkowskiego i Janowskiego jestem spokojny. Pierwszy pokazał, że doskonale ma opanowaną geometrię toru w Vojens. Idealnie czytał kąty i wyprzedzał rywali na dystansie. Janowski to mistrz spokoju, prawdziwy kapitan. W tej szalonej kadrze zawodnik najbardziej doświadczony, który nie pcha się tam, gdzie nie powinien. Zresztą w ostatnich tygodniach nie musi. Jest tak szybki, że już po starcie rywale muszą oglądać jego plecy.


Błąd Duńczyków?


Duńczycy są zdecydowanymi faworytami finału w Vojens. To nie dziwi. W obliczu naszych problemów i tego, że zawody odbywają się w ich ojczyźnie jest to naturalne. Ale czy tor w Vojens naprawdę będzie ich atutem? Nicki Pedersen i spółka nie trenowali na nim od zeszłorocznej rundy Grand Prix!


W dodatku Duńczycy zrezygnowali z zawodnika, który najlepiej czuje się na tym owalu. Dla Michaela Jepsena Jensena obecny sezon nie jest wymarzony. Niezłe występy przeplata ze słabymi, ale w Vojens potrafi latać jak mało kto. W 2012 roku w debiucie w Grand Prix jako żużlowiec z dziką kartą wygrał na tym owalu, ogrywając na dystansie samego Nickiego Pedersena. Kto wie, czy ta decyzja nie będzie spędzać snu z powiek Andersowi Secherowi…


Kangury podskoczą z radości?


Czarnym koniem sobotnich zawodów będzie reprezentacja Australii. Mark Lemon w King’s Lynn postawił Nicka Morrisa i nie zawiódł się. Zawodnik Swindon Robins był rewelacją całych zawodów. Trudno jednak wymagać, żeby na takim samym poziomie pojechał w Vojens. Inny tor, inna geometria, inne ustawienia. Postawa Morrisa może być języczkiem u wagi. Zwłaszcza, że raz na jakiś czas numer wywinąć lubi Troy Batchelor.

Prezent od Świętego Mikołaja


Obecność Szwedów w finale to prezent od Świętego Mikołaja – Craiga Ackroyda. Pech Polaków do spółki z prezentami brytyjskiego sędziego sprawił, że reprezentanci Trzech Koron mają szansę na pierwszy medal Drużynowego Pucharu Świata od 2011 roku. Wówczas na najniższym stopniu podium stali Jonsson, Lindgren, Lindback, Davidsson i Jonasson. Teraz trzech pierwszych pojedzie w Vojens. Wesprze ich Linus Sundstroem. Szanse na medal? Marne

.
HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk

 

Kategoria: Żużel
Komentarze (0)