Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Żużel Bezsensowna afera w Ostrowie. Nie ma wygranych
Marek Cieślak
fot. Jakub Janecki
Marek Cieślak

Bezsensowna afera w Ostrowie. Nie ma wygranych

Żużel | 27 września 2015 23:52 | Hubert Błaszczyk

Po zakończonym finale play-off Nice Polskiej Ligi Żużlowej doszło do niecodziennej sytuacji. Włodarze MDM Komputery ŻKS Ostrovia wezwali do parku maszyn policję i zmusili Marka Cieślaka do poddania się badaniu alkomatem. Odbyło się to w atmosferze wyzwisk i braku poszanowania szkoleniowca. - Po tym co usłyszałem od prezesa Wodniczaka moja współpraca z tym klubem się zakończyła. Nie dziwię się, że tu gasło światło i były dziwne wydarzenia z udziałem prezesów na wyjazdach – mówił na gorąco Cieślak.


Badanie alkomatem wykazało 1 promil w wydychanym powietrzu przez Cieślaka. Trener dość pokrętnie tłumaczył ten fakt. – Byłem po pracy. Co innego, gdyby takie badanie odbyło się przed ostatnim wyścigiem, albo w trakcie meczu. Przecież po zakończeniu meczu koledzy z Łotwy mogli mnie poczęstować swoim trunkiem – tłumaczył się Cieślak.


Później trener Cieślak mówił zdecydowanie bardziej rzeczowo. Tłumaczył się między innymi z zarzutów o złe przygotowanie nawierzchni. – Niektóre mecze jechaliśmy po południu. Tak jak na przykład z Rybnikiem o 18:00. Wtedy inaczej przesycha tor i działa na niego słońce. Dzisiaj jeździliśmy praktycznie w południe. Wiadomo było, że ten tor będzie się inaczej zachowywał, ale to nie powinno być żadnym wytłumaczeniem. Dlaczego przyjechali goście i wiedzieli jak tutaj jechać? Oni tu nawet nie trenowali. Z drugiej strony prawda jest taka, że być może za dużo przegraliśmy na Łotwie. Gdybyśmy przegrali 6 punktami, ten wynik byłby dla nas korzystny. W ostatnim biegu w Daugavpils prowadziliśmy 4:2. Holtę minął Lindback, a Lindgren Nichollsa. Gdyby oni dojechali tym wynikiem do końca, to byśmy świętowali awans. Ludzie, którzy mnie zatrudniali przed sezonem chcieli ode mnie tylko jedną rzecz: awans do play-offów i dobry żużel. Byliśmy beniaminkiem, a ja z tą drużyną doszedłem do samego finału. Przegraliśmy dwoma punktami z Lokomotivem, który jest drużyną z prawdziwego zdarzenia, uzbrojoną, posiadającą wszystko, żeby wygrywać. A tutaj po takim sezonie, gdzie ludzie mieli dobre widowiska i wysoki poziom żużla zaczyna się walkę ze mną. Przecież godzinę po zawodach mógł przyjść do mnie trener Kokin i powiedzieć: Marek gratuluję Ci dobrej postawy, fajnie, że my wygraliśmy, a nie wy. Walnijmy sobie po kielichu! Po meczu przychodzi policja, bo Panowie z zarządu sobie tego zażyczyli. Powinni to zrobić wcześniej – mówił Cieślak.


Bracia Szczepaniakowie w swoich wypowiedziach zwracali uwagę na dużą ilość wylanej wody na tor. Cieślak bronił się, że to nie on o tym decydował. - Sędzia i komisarz zawodów decydują o tym, ile ma być wody wylanej na tor. Toromistrz podczas jednej z przerw polał tor oszczędnie i musiał wyjeżdżać jeszcze raz. Ci którzy mówią, że było źle nie powinni tego robić. Wygrywa drużyna, przegrywa drużyna. I wszyscy byliśmy razem przez cały rok. Tor był polany dla czterech zawodników. Nie dla jednego. Nie można tłumaczyć swojej porażki, bo ktoś polał za dużo. Jeśli ktoś się tak tłumaczy, to nie powinien jeździć na żużlu.


Trener Ostrovii nie chciał się odnosić do rzekomego konfliktu z włodarzami ostrowskiego klubu. - Gdybyśmy wygrali dwoma punktami więcej, to lałby się szampan i byłaby dwudniowa zabawa, ponieważ tego nie ma, to dzisiaj jest rozdrapywanie ran. Nie będę mówić na temat ostrowskiego klubu, bo to nie jest moją rolą. Uważam, że swoją pracę – prowadzenie drużyny – wykonałem może nie bardzo dobrze, ale dobrze. Zrobiłem z tym zespołem dobry wynik i prezesi sami nie spodziewali się, że zajdziemy tak wysoko. Pokonamy Rybnik, który szykował się do Ekstraligi i zrobił duże wzmocnienia kadrowe. Okazało się, że z nami przegrali. Dzisiaj Lokomotiv okazał się lepszy. To jest tylko sport. Jeśli po meczu robi się komedie i szuka winnego, bo jakiś zawodnik powiedział, że tor był inny niż przedtem, to ja powiem, że ten zawodnik powinien jeździć w drugiej lidze. Dobry żużlowiec nawet jeśli zmieni się tor, to po pierwszym biegu wie co zrobić. Ja nie mogę być winny, że Rune Holcie zdefektował motocykl przed metę, albo Szczepaniakowi nie odpalił motocykl. Ja mam za to odpowiadać? To jest złośliwość rzeczy martwych – przyznał Cieślak.


Szkoleniowiec bało-czerwonych twierdzi, że sprawa awansu do Ekstraligi nie jest wcale zamknięta. Ma jednak żal do swoich zawodników. - Waga tego meczu była duża. Wstrzymałbym się z tym, że Ostrovia nie ma awansu, bo według mnie ona go ma. Chodziło nam o puchar, który przywiozłem z Warszawy, z PZMot-u. Chcieliśmy go zdobyć. Musimy zdać sobie jednak sprawę, że przeciwko nam stanęła mocna drużyna. My wygraliśmy z nimi ośmioma punktami. W rundzie zasadniczej zwyciężyliśmy po ciężkim boju sześcioma punktami. Nie było Kylmakorpiego, ale mieli go kim zastąpić. Uważam, że nasza drużyna osiągnęła dobry wynik. Gdyby to było w rundzie zasadniczej, to bylibyśmy zadowoleni. Dlaczego Szczepaniak zrobił jeden punkt na Łotwie? A drugi się przewracał sam, bez powodu? Dlaczego prowadząc bieg juniorski mój wychowanek z Częstochowy pojechał na wyjściu „dęba” i dał się minąć? Zrobił to jeszcze powtórnie. Dlaczego Holta dał się minąć Lindbackowi? Za dużo przegraliśmy na Łotwie. Uważałem, że to odrobimy, ale okazało się, że Łotysze zastosowali rezerwy taktyczne i zastępstwo zawodnika. I co teraz ja jestem winny? A te wszystkie mecze które wygraliśmy, to zawodnicy je wygrali? Czy ja? Bo jeśli dzisiaj ja przegrałem, to znaczy, że wszystkie mecze wcześniej ja wygrałem, a nie oni. Jestem zawiedziony takimi wypowiedziami, bo nawet jak zawodnicy pojechali słabo, to nigdy personalnie nie mówiłem, że ten zawalił to czy tamto. Jeśli dzisiaj drużyna broni swoich tyłków, bo ja zrobiłem trochę inny tor, to znaczy, że to nie była drużyna – zakończył smutny Cieślak.


W tej sytuacji nie ma żadnych wygranych. Jeśli włodarze ostrowskiego klubu mieli pewność, że Marek Cieślak jest pod wpływem alkoholu przed, w trakcie lub po meczu, mogli załatwić ten temat z dala od medialnych kamer. Wyjaśnienia szkoleniowca reprezentacji narodowej są na tyle wyczerpujące, że załatwiają całą sprawę. Owszem, nie powinien tak zachowywać się w miejscu pracy. To karygodne. Ale to nie on przegrał dwumecz z Lokomotivem Daugavpils. Przegrali go zawodnicy. Za ostrowianami bardzo dobry sezon w Nice PLŻ. Mało kto będzie jednak pamiętał fantastyczny dwumecz z Rybnikiem, walkę do ostatniego wyścigu z Łotyszami. Smród po akcji z Cieślakiem będzie ciągnął się długo. Przed ostrowianami jeszcze baraże. Nie wiadomo czy do nich przystąpią. Jeśli tak, to bez trenera, który nie wyobraża sobie dalszej współpracy z prezesami Wodniczakiem i Wargą. Ten pierwszy z kolei zapowiedział, że odchodzi ze stanowiska. Miała być więc Ekstraliga, a może okazać się, że nie zostanie nic i kilka lat mozolnego budowania klubu pójdzie na marne. Szkoda tylko w tej sytuacji kibiców, którzy szczelnie wypełnili trybuny Stadionu Miejskiego, fantastycznie dopingowali zawodników i do końca wierzyli w korzystny rezultat. Po meczu Rune Holtę i Marka Cieślaka żegnał szpaler braw pod parkiem maszyn. Czy na takie same zasłużyli włodarze ostrowskiego klubu?


HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk

Kategoria: Żużel
Komentarze (0)