Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Żużel Mark Lemon: W styczniu mielibyśmy większy handicap

Mark Lemon: W styczniu mielibyśmy większy handicap

Żużel | 30 paździenika 2015 18:10 | Hubert Błaszczyk
Mark Lemon (biała koszulka) w rozmowie ze swoimi zawodnikami.
fot. Flickr
Mark Lemon (biała koszulka) w rozmowie ze swoimi zawodnikami.

- Jestem pytany, czy chłopcy staną na najwyższym stopniu podium. Odpowiedź jest trudna. Jedziemy u siebie, po raz pierwszy na własnej ziemi. To na pewno sprawi, że podniesiemy swój poziom – mówi przed sobotnimi zawodami o DMŚJ menedżer reprezentacji Australii, Mark Lemon. Oprócz gospodarzy w Mildurze pojadą Polacy, Duńczycy i Niemcy. To dwie pierwsze nacje powinny stoczyć zacięty bój o zwycięstwo.

 

Polacy do Australii polecieli w najmocniejszym składzie, z dwoma stałymi uczestnikami Grand Prix 2016 – Bartoszem Zmarzlikiem i Piotrem Pawlickim. Stawić czoła im będą starali się Duńczycy. Dwóch z nich – Mikkel Michelsen i Mikkel Bech Jensen jeździli w mistrzowskich zawodach z dziką kartą. - Będziemy mieli małą przewagę toru, ale nie spodziewamy się, że będzie ogromna. Polacy mają w swoim składzie zawodników Grand Prix, młodzi Duńczycy też są świetni. Niemcy mają swoje nadzieje związane z tym turniejem. Tor w Mildurze jest naprawdę dobry do ścigania – przyznaje Lemon.

 

Menedżer Kangurów żałuje, że zawody nie były rozgrywane wcześniej. Wówczas jego drużyna miałaby handicap związany z warunkami atmosferycznymi, do których trudno byłoby przystosować się przyjezdnym zawodnikom. - Termin zawodów – koniec października – niweluje naszą przewagę. Jeśli byłby to środek stycznia, kiedy temperatury są powyżej 40 stopni, mielibyśmy duży handicap. Europejczycy nie radzą sobie dobrze z taką pogodą. FIM był jednak zdania, że zawody w Melbourne i Mildurze należy rozegrać po sobie.

 

Australijczycy w porównaniu z Polakami i Duńczykami nie mają w swoim składzie wielkich gwiazd. Liderem kadry jest Nick Morris, który został powołany do kadry na Drużynowy Puchar Świata i sprostał oczekiwaniom. Ciekawym zawodnikiem jest też Brady Kurtz, który zakwalifikował się do finałów Indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów. W jego ślady poszedł Max Fricke. - Z powołanych zawodników największy postęp zrobił Nick Morris. On zaczął sezon w świetnym stylu i powołałem go do kadry na DPŚ. Był wtedy w gazie i udowodnił nam, że jest tego warty. Pojechał dobrze i dorósł do bycia zawodnikiem kadry. Ma 21 lat i to dla niego ostatnia szansa, żeby coś osiągnąć w wieku juniora. Niestety, Nick nie pojechał w IMŚJ, ponieważ nie brał udziału w juniorskim czempionacie w Australii. Zmarnował tym samym swoją szansę. Lemon zauważa jednak plusy tej sytuacji. - To dało szansę Maxowi i Brady'emu. Podobnie Jackowi, ale on z niej nie skorzystał i niestety nie dostał się do finałów. Max i Brady poradzili sobie bardzo dobrze w ich debiucie w tych zawodach, zajęli odpowiednio szóstą i ósmą lokatę – tłumaczy były żużlowiec.

 

Sobotni finał DMŚJ to ogromna szansa dla całego australijskiego żużla. Po sukcesie Grand Prix na Etihad Stadium Australijczycy mają szanse przyciągnąć imprezy FIM na dłużej. - To ogromna szansa dla klubu żużlowego w Mildurze. To pierwszy raz, kiedy te zawody odbywają się poza Europą. To ogromny krok dla klubu i australijskiego żużla – mówi Lemon.

 

Infrastruktura stadionu w Mildurze wymagała wielu korekt. Nadal nie jest to stadion marzeń, ale jest pełen uznania dla organizatorów. - Poprawki były zdecydowanie spóźnione. Chcę być jednak fair play wobec klubu i wiem, że zrobili wszystko, żeby przygotować stadion do standardów FIM. Po chwili dodaje. - Oni gościli Indywidualne Mistrzostwa Australi i pokazali, że potrafią zrobić całkiem dobre zawody. To jest jednak zupełnie inny poziom i trzeba zdjąć czapki z głów przed klubem. Żużel był tutaj już od 1949 roku. To kawał historii. Niezależnie co stanie się w weekend, będziemy mieli ogromne dziedzictwo – kończy Lemon.

 

HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk


speedwaygp.com
Kategoria: Żużel
Komentarze (0)