Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Żużel Kacper Woryna: Ciągnęło mnie do piłki nożnej. Chciałem bronić!

Kacper Woryna: Ciągnęło mnie do piłki nożnej. Chciałem bronić!

Żużel | 14 kwietnia 2016 17:41 | Maciej Baraniak
Kacper Woryna (L), Daniel Kaczmarek (P)
fot. Marcin Karczewski/Superstar.com.pl
Kacper Woryna (L), Daniel Kaczmarek (P)

 - Za wysoki nie jestem , ale gram jak ,, czarny’’. Zawsze lubię grać w koszykówkę, jak mam trochę wolnego czasu ze znajomymi, aktywnie – mówi w rozmowie z naszym portalem Kacper Woryna. Po chwili dodaje: - Kiedyś mnie ciągnęło do piłki nożnej, ale wtedy był szał na Jerzego Dudka w Liverpoolu. Chciałem iść na bramkę. Dostałem nawet na komunię jego bluzę bramkarską z autografem. Zamiary były, ale wzrost nie pozwalał.

 

- Kacper, mimo że zająłeś w rawickich zawodach trzecie miejsce, zdobywając 12 punktów, to na torze nie było mocnych na ciebie. Gdyby nie jedno wykluczenie z pewnością wykręciłbyś komplet…
- Fajne te zawody, tor bardzo mi pasował. Szkoda jednego wyścigu, o którym wspominasz, gdzie zostałem wykluczony. Jednak to już historia.

 

- Jak z twojej perspektywy wyglądał ten wyścig trzynasty, pechowy dla ciebie. Z trybun widziałem, że nie bardzo mogłeś pogodzić się z tą decyzją i do rozmowy telefonicznej z sędzią doszło.
- Jasne, że udałem się do budki, bo w zasadzie to wykluczenie było znikąd. Pomyślałem najpierw, że ktoś upadł, ale patrzę że nie. Ja wykluczony? Przyjąłem to spokojnie, bo to eliminacje i miałem już 9 punktów. A bodajże nawet 8 punktów dawało gwarancję awansu.

 

- Tak, zgadza się, bo ostatnim zawodnikiem z ósmej pozycji właśnie z taką liczbą punktów, był Daniel Kaczmarek z Unii Leszno.

- O wynik byłem spokojny, tylko zdziwiło mnie to, że sędzia mnie wykluczył. Ale miałem już to za sobą i był tak naprawdę ciekaw powodów. Porozmawialiśmy trochę o tym…

 

- Ciężka była ta rozmowa z budki z sędzią?

- Rozmawiało się ,,lajtowo’’, ale skąd takie myślenie? Wszyscy z parkingu też to widzieli, zawodnicy na torze za mną jechali i też widzieli co się działo. I nic takiego bezpardonowego, tak jak to było w interpretacji sędziego nie było. Także jakaś to nadinterpretacja, nic, zdarza się.

 

- Rozmawiamy na kilka dni przed inauguracją rozgrywek Ekstraligi, ale z dotychczasowych jazd , które masz za sobą możesz być raczej zadowolony? Trochę masz już ich za sobą…

- Szczerze powiedziawszy to nigdy chyba tak dużo nie jeździłem przed sezonem. Doszła Anglia, tam już trochę zawodów miałem. Na treningu na przykład rozmawiałem z Griszą Łagutą, to on dopiero miał chyba dwa treningi. Ja już miałem kilka zawodów w Anglii. Także nie mam na co narzekać, czuję się dobrze wjeżdżony w sezon. Na motorze czuję się ok., jedyną kwestią jest dogranie sprzętu, forma mi pasuje. Mam nadzieję, że będzie mi się to udawało zawsze, tak perfekcyjnie jak w Rawiczu.

 

- Jeśli chodzi o znajomych, dzwonią do ciebie żebyś załatwił wejściówki na inauguracyjne spotkanie? Jest ciśnienie na bilety w Rybniku?

- Czy ja wiem… Każdy załatwia bilety w swoim zakresie, dla najbliższych akurat mam wejściówki, bo tak było zawsze. A jak jest z presją na bilety? Wydaje mi się, że na ten pierwszy mecz powinno być trochę osób, bo potem może być z tym różnie.

 

- Widzę, że masz trochę tatuaży na ręce. Są dosyć one coraz bardziej popularne w waszym żużlowym środowisku. Jaki masz do tego stosunek?

- Strata czasu… i pieniędzy. Szkoda tego bólu. Mam trochę tatuaży, jedynie to co kiedyś chciałem sobie zrobić, to sobie zrobiłem i mówię pas. Zrobiłem to w grudniu, gdzie byłem już w okresie przygotowawczym i jedynie się to trochę dłużej goiło. Nie zamierzałem odpuszczać treningów i tego tatuażu. Trochę nie pomyślałem, ale na pewno już tego nie zrobię w trakcie okresu przygotowawczego czy w trakcie sezonu. Może nie mam ich aż tak wielu, ale czymś pochwalić się można. Nie korci mnie, aby robić więcej czy naśladować Taia Woffindena. Chcę podążać własną ścieżką, każdy ma inne znaczenie.

 

- Taki szczególny z nich dla ciebie to…

- Brak.

 

- Poświęcasz się bezgranicznie swojej pasji, która jednocześnie jest dla ciebie pracą.

- Każdy ma swoje zajęcie, czymś się interesuje. Ja akurat mam taką a nie inną, zabiera mi praktycznie całe życie. Mój cały czas wolny pochłania mi żużel i akurat z tego się cieszę. To jest moja pasja i tym chcę się zajmować przez dobre kilkanaście, kilkadziesiąt lat jak pozwoli forma. Nie myślę tak daleko wprzód, ale jak się widzi Jacka Golloba, który po kilku latach przerwy wsiada na motor, to też mam nadzieję, że mi się uda. Nie chodzi mi o powrót po kilku latach, tylko o zachowanie ciągłości jazdy. W moim wieku niektórzy jeżdżą na studia. Ja mam akurat taką wygodę, że mam indywidualny tok nauczania na AWF-ie w Katowicach i mogę sobie troszkę pofolgować.

 

- A co studiujesz dokładnie?

- Wychowanie fizyczne, specjalizacja koszykówka.

 

- To coś innego niż speedway…

- To moja druga ulubiona dyscyplina. Za wysoki nie jestem , ale gram jak ,, czarny’’. Zawsze lubię grać w koszykówkę, jak mam trochę wolnego czasu ze znajomymi, aktywnie. Myślę, że znajomi wolą bardziej ,,popiwkować’’ niż ja. Ja akurat stronię od alkoholu, nie ciągnie mnie w tę stronę. Po prostu mam za dużo na głowie, aby tracić czas na tego typu rzeczy.

 

- Wywodzisz się ze sportowej rodziny. Nazwisko zobowiązuje, więc większego wyboru raczej nie miałeś…

- Kiedyś mnie ciągnęło do piłki nożnej, ale wtedy był szał na Jerzego Dudka w Liverpoolu. Chciałem iść na bramkę. Dostałem nawet na komunię jego bluzę bramkarską z autografem. Zamiary były, ale wzrost nie pozwalał. Potem pamiętam były takie czasy, czemu dziadek nie mógł być piłkarzem. Teraz jednak już wiem, że żużel to jest ta jedyna droga. Drugą drogą może być koszykówka lub fitness. Plany awaryjne muszę mieć.

 

- Nie było sprzeciwu ze strony rodziców.

- Nie ma opcji, nie ma opcji żeby nie zaakceptowali. Każdy z najbliższych mnie wspiera w tym co robię. Wiadomo, ci którzy mnie najbardziej kochają, najbardziej się martwią, ale to niestety wpisane to jest w ten sport.

 

- Zdarza się, że zabierasz ich ze sobą na zawody poza Rybnik?

- Mama nie jeździ na żadne zawody. Nawet w telewizji powstrzymuje się czasami, aby oglądać. I myślę, że niech tak zostanie, bo byłby to dla niej dodatkowy stres i pozostałych też.


W Rawiczu rozmawiał Maciek Baraniak



Kategoria: Żużel
Komentarze (0)