Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Żużel Grand Prix na start. Co nowego w żużlowym cyrku?

Grand Prix na start. Co nowego w żużlowym cyrku?

Żużel | 20 marca 2013 19:01 | Hubert Błaszczyk
Darcy Ward (w żółtym kasku) będzie miał okazję namieszać w elicie.
fot. Wojciech Tarchalski / Superstar.com.pl
Darcy Ward (w żółtym kasku) będzie miał okazję namieszać w elicie.

Niespełna dwa dni pozostały do startu żużlowego cyklu Grand Prix. Jak przed rokiem 16-tu najlepszych zawodników świata rozpocznie zmagania w Nowej Zelandii. 12 miesięcy temu w Auckland byliśmy świadkami interesujących zawodów w nietypowej atmosferze. W tym roku w całym cyklu doszło do kilku zmian. Zmienił się system punktowania finałów, cztery tory oraz uczestnicy zmagań o tytuł Indywidualnego Mistrza Świata.


Mniejsza ranga finału
Od 1995 roku w Grand Prix przeżyliśmy wiele zmian punktacji. Po odejściu od pomysłu z eliminatorami, kiedy w stawce znajdowało się 24 zawodników, zasady uległy uproszczeniu. Wydawało się, że punktacja jest zbliżona do perfekcji i właściciele z BSI nie będą chcieli grzebać w tym punkcie regulaminu. Tymczasem począwszy od Grand Prix w Auckland, zawodnicy startujący w finale nie będą otrzymywać podwojonej liczby punktów do klasyfikacji generalnej. Wcześniej za zajęte miejsca w finałowym biegu otrzymywało się 6, 4, 2 lub 0 punktów. Teraz powrócono do klasycznej punktacji – 3-2-1-0.


Według mnie ten pomysł nie jest z gatunku najtrafniejszych. Zmniejszona zostanie ranga finału. W zasadzie jedynym bonusem będzie możliwość zdobycia dodatkowych punktów do klasyfikacji generalnej, ale handicap zwycięzcy danej rundy nie będzie już tak duży. Wszystko to ma na celu wyrównanie rywalizacji, ale czy jest sens wyrównywania szans żużlowców o zbliżonych umiejętnościach? W tym sezonie niewątpliwie będziemy mieli do czynienia z najbardziej zaciętą rywalizacją od lat. Podwójnie punktowany finał zawsze dodawał smaczku widowisku i wywoływał większą adrenalinę wśród kibiców - teraz go jednak zabraknie.


Powrót Bydgoszczy, Krsko i Daugavpils, nowa arena w Sztokholmie

Największy powrót do stawki Grand Prix zaliczają legendarne wręcz tory w Bydgoszczy i Krsko. Owalu przy ulicy Sportowej nie trzeba nikomu specjalnie przypominać. To właśnie tam siedmiokrotnie wygrywał Tomasz Gollob. W ostatnich latach Bydgoszcz straciła Grand Prix na rzecz innych polskich ośrodków, teraz jednak wraca do łask włodarzy cyklu GP. Pytanie, czy słusznie? W Polsce mamy wiele piękniejszych stadionów, na których można rozgrywać zawody, a komfort oglądania najlepszych żużlowców świata w Bydgoszczy jest krótko mówiąc słaby. Ubiegłoroczne zawody Drużynowego Pucharu Świata były jednak ekscytujące i biorąc pod uwagę wszelkie za i przeciw, należy cieszyć się z powrotu Bydgoszczy do kalendarza Grand Prix. Z kolei Krsko to tor szczególny. Wszyscy zapewne pamiętają, że na tym owalu można było przeprowadzać fantastyczne akcje. Pod względem emocji jest to na pewno dobry ruch, choć można się upierać, że lepszą infrastrukturą dysponowało chorwackie Gorican. Zawodów w polu kukurydzy w tym sezonie jednak nie ujrzymy.


Zawody wrócą też do Daugavpils – to raczej nie najlepsza decyzja, bo łotewski żużel, a raczej Lokomotiv Daugavpils czasy świetności ma za sobą. Czasy prosperity minęły, a Łotysze borykają się z niewielkimi problemami finansowymi. Ponadto atrakcyjność rundy rozgrywanej na Łotwie nie jest zbyt duża. Ostatni raz Daugavpils gościło najlepszych żużlowców świata w 2009 roku. Wtedy wygrał Greg Hancock.


Prawdziwym hitem jest jednak powrót do kalendarza GP, Sztokholmu, gdzie powstał niezwykle nowoczesny stadion Friends Arena. To właśnie tam swoje spotkania rozgrywa narodowa reprezentacja Szwecji w piłce nożnej. Teraz na Friends Arenie pojawią się żużlowcy i wierzymy, że będą to niezapomniane zawody. Arena żużlowych zmagań będzie mogła pomieścić 34 tysiące kibiców, a zawody zostaną rozegrane na sztucznym, 275-metrowym owalu.


Nowe-stare twarze
W tegorocznej stawce uczestników Grand Prix pojawiło się sześciu nowych zawodników. W zasadzie stricte debiutantem jest tylko Darcy Ward, choć i on miał już okazję do startu w pojedynczym turnieju z dziką kartą. To jednak właśnie z osobą krnąbrnego Australijczyka wiążą się największe nadzieje na namieszanie w czołówce. Wydaję się, że Ward przy odrobinie szczęścia może nawet powalczyć o medal. Pytanie, jak poradzi sobie z presją i czy wreszcie dorośnie. Wszystko wskazuje na to, że Darcy’emu dorastanie idzie niespecjalnie, być może młodzieńcza fantazja i brawura poniosą go jednak do medalu Indywidualnych Mistrzostw Świata.


Oprócz Warda mamy zawodników, którzy już swoje „5 minut” w cyklu Grand Prix mieli. Matej Zagar, Krzysztof Kasprzak, Niels Kristian Iversen i Tai Woffinden mają za sobą co najmniej jeden sezon walki o tytuł Indywidualnego Mistrza Świata. Osobiście, największe nadzieję wiążę ze startami Duńczyka, który w minionym sezonie na polskich torach pokazywał, że jest w stanie podjąć walkę o medal w światowym czempionacie.


Nie można zapominać również o Martinie Vaculiku. Młody Słowak w minionym sezonie był pierwszym rezerwowym cyklu Grand Prix, ale ze względu na dużą liczbę kontuzji miał częstą okazję do startów i nie zawiódł. Wygrał swój pierwszy turniej GP w Gorzowie i na pewno na tym nie poprzestanie.

Kategoria: Żużel
Komentarze (0)