Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Żużel Haertel: Anglicy pokazali, co to jazda zespołowa

Haertel: Anglicy pokazali, co to jazda zespołowa

Żużel | 09 czerwca 19:28 | Maciej Baraniak
Michael Haertel (P)
fot. Marcin Karczewski/Superstar.com.pl
Michael Haertel (P)

 Michael Haertel na Turniej Speedway of Nations we Wrocławiu awizowany był jako zawodnik rezerwowy w reprezentacji Niemiec. Podstawową parę stanowić mieli Kai Huckenbeck oraz Martin Smolinski. Los, a w zasadzie nieszczęśliwy wypadek, sprawił, że 20-latek do końca zawodów wyjeżdżał na tor, zastępując niezdolnego do jazdy kolegę z zespołu.

 

– Michael, los bywa przewrotny, najpierw byłeś w zespole Niemiec jako zawodnik rezerwowy, pierwszy start Kai’a i Martina obserwowałeś z parkingu, aż tu nagle po tej kraksie na początku turnieju, odjechałeś wszystkie wyścigi. Ogromna szansa otworzyła się przed tobą.
– Oczywiście, otrzymałem taką szansę. Dla mnie było to pozytywne, ale biorąc pod uwagę okoliczności w jakich to się stało, mam na myśli tą kraksę z udziałem Martina i Kai’a, do końca nie czułem się z tym dobrze. Wyglądało to naprawdę bardzo źle.

 

– Wiesz już może nieco więcej co ze stanem zdrowia Kai’a, jak on się czuje?
– Na szczęście nie doszło do żadnych złamań u niego. Narzekał trochę na głowę, że bardzo mu się kręci w głowie, jak zamyka oczy. Udał się do szpitala i będziemy musieli poczekać na badania i decyzję czy będzie mógł wystąpić w drugim dniu zawodów. Szczęście w nieszczęściu, że nie wydarzyło się nic bardziej poważnego.

 

– Przyszło ci startować naprawdę w doborowej stawce we Wrocławiu, każdy błąd na starcie lub w trasie, mógł sporo kosztować…
– Robiłem co mogłem, dałem naprawdę w tym pierwszym dniu wszystko od siebie. Jeśli spojrzysz na mój wynik indywidualny, może nie wygląda to dobrze, bo zdobyłem tylko 1 punkt, ale nawet z tego wyniku i turnieju trzeba wyciągnąć pozytywne rzeczy. Jak się spojrzy jakie reprezentacje startowały we Wrocławiu, to można powiedzieć ,że była to elita. Najlepsi z najlepszych. Może Max Frick i Antonio Lindbaeck troszkę odstawali, ale z tego powodu wcale tak do końca nie muszę być smutny. Próbowałem doregulować odpowiednio motocykle, nawet przesiadłem się na drugi z nich, ale ostatecznie wróciłem do pierwszego.


– Był jakiś zespół w pierwszym dniu zawodów SoN, który bardzo was zaskoczył?
– Powiem szczerze, że z taką dyspozycją Anglików się nie liczyłem. Tai jest oczywiście jednym z najlepszych żużlowców na świecie, ale że Robert Lambert tak dzielnie będzie dotrzymywać mu kroku, to tego się nie spodziewałem. W ich jeździe z pewnością nie tylko zaobserwowałeś co znaczy jazda zespołowa. Tai kręcił głową raz w lewo raz w prawo, to wyglądało niesamowicie. Patrzył, gdzie jest jego kolega z zespołu, obserwował ruch przeciwnika…

 

– I dodam od siebie jeszcze, że jeździł na swoim domowym torze, bo wiesz, że na co dzień reprezentuje tutejszy klub Betard Spartę Wrocław.
– Dokładnie, no widzisz, a więc doskonale zna ten tor i wie jak na nim jeździć. Jest w porządku gościem. Dobrze się stało, że pozostałe kraje pogubiły trochę punktów, ale myślę, że jak spotyka się taka stawka, to gdzieś zawsze ktoś, coś straci.

 

– Dla was Michael sam fakt, że wystartowaliście w tym turnieju we Wrocławiu był już dużym sukcesem. Nie ukrywajmy, awans wywalczyliście sobie z Teterow w pełni zasłużenie.
– Definitywnie, to dla nas już był duży sukces, jak wspomniałeś. Dobrze nam się współpracuje i nie można powiedzieć, że tor w Teterow był jakiś specjalny. Pokazaliśmy dobrą formę i tak znaleźliśmy się w dwudniowym finale w Polsce. Mam nadzieję, że drugiego dnia będziemy mogli zdobyć więcej punktów.

 

– Co sądzisz jako żużlowiec o samej idei Turnieju Speedway of Nations, podoba ci się ta dwudniowa formuła tych rozgrywek?
– Pod kątem liczby wyścigów to może się podobać, bo faktycznie przy takiej liczbie widać, który zespół jest faktycznie najlepszy. Jednak dziwne jest, że na sam koniec decyduje ostatni finał i tam musisz mieć szczęście. Jeden defekt, ktoś wypadnie i dlatego taką regułę uważam za złą, niedobrą. Pozytywne jest to ,że przez dwa dni ścigasz się dwukrotnie z każdą z ekip.

 

– Ze swojej formy w tym roku jesteś bardziej zadowolony niż w ubiegłym sezonie. O ile sobie dobrze przypominam w 1. Bundeslidze zająłeś trzecie miejsce z Woelfe Wittstock w 2017 roku.
– Dla ,,Wilków’’ ścigam się też w tym roku w 1.Bundeslidze, w MSC Olching w 2.Bundeslidze a także w drugiej lidze angielskiej w Ipswich.

 

– Pamiętasz jeszcze początek swoje sportowej drogi jak to się zaczęło?
– Pewnie, swój pierwszy motorek dostałem jak miałem pięć lat! Rodzice nie mieli nic przeciwko temu. Wokół domu mamy ogromne podwórze i tam odbywałem swoje pierwsze wyścigi dookoła domu. I chciałem spróbować tego, z rodzicami byłem parę razy na zawodach żużlowych jako widz i tak to się zaczęło. Wspomagali mnie i mam ich wsparcie od zawsze. Nawet mama nie była nigdy temu przeciwna, tylko mówiła, żebym uważał na siebie. Zresztą rodzice sami kiedyś w przeszłości uczestniczyli w zawodach z udziałem samochodów, które zderzają się ze sobą. A więc jestem z rodziny gdzie sport był obecny. Tato czasem pomaga mi w warsztacie i jestem szczęśliwy z tego powodu. Mama kiedyś częściej oglądała moje zawody na żywo w Niemczech, ale teraz ma mniej czasu ze względu na obowiązki służbowe. Jednak dzisiejsze zawody na pewno ogląda w telewizji.

 

– A partnerka życiowa też ci towarzyszy?
– Tak, jest tutaj obok jak spojrzysz. Ma na imię Anika i często mi towarzyszy podczas zawodów. Poznaliśmy się zresztą na speedway’u i ona wciąż interesuje się tym sportem.

 

Rozmawiał we Wrocławiu, Maciej Baraniak

Kategoria: Żużel
Komentarze (0)

Żużel

Najpopularniejsze

Najnowsze

Partnerzy SPORT4FANS.PL