Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Żużel Dublet Polaków w Auckland! Wielki powrót Hampela

Dublet Polaków w Auckland! Wielki powrót Hampela

Żużel | 23 marca 2013 16:48 | Hubert Błaszczyk
Jarosław Hampel znów na czele.
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
Jarosław Hampel znów na czele.

W klasyczny sposób zawiedli w piątek piłkarze. Ich zupełnym przeciwieństwem są żużlowcy, co w sobotę potwierdziło się po raz kolejny. Podczas inauguracyjnego Grand Prix w Auckland, Jarosław Hampel i Tomasz Gollob zajęli dwa najwyższe miejsca na podium, otwierając w fantastyczny sposób sezon. Obaj po pierwszej rundzie cyklu mają po 15 punktów i wspólnie przewodzą klasyfikacji przejściowej GP.


Hampel zwycięstwem w Auckland dał znak, że będzie w tym sezonie groźny. Wygląda na to, że Mały solidnie przepracował okres przygotowawczy i po złamaniu kości strzałkowej nie ma już śladu. Wygrana Hampela cieszy, bo pod koniec poprzedniego sezonu ten zawodnik nie był tym samym żużlowcem, co przed urazem. Wożenie zer w Grand Prix było jednak tylko chwilowe i jest już przeszłością.


Hampela mogło jednak nie być nawet w półfinale. Po dwóch seriach startów nasz reprezentant miał bowiem zaledwie dwa punkty i niewiele wskazywało, żeby miało się to szybko zmienić. Zawodnik Stelmetu Falubazu Zielona Góra dogadał się ze sprzętem i do końca zawodów przyjeżdżał już na pierwszej lub drugiej pozycji. Fantastyczną szarżą popisał się w wyścigu półfinałowym, w którym jechał spod samej bandy. Pola zewnętrzne były tego dnia nad wyraz niekorzystne, ale Mały po słabszym starcie wyprzedził po szerokiej Nickiego Pedersena i Darcy’ego Warda.


Finał rozegrał się w zasadzie przy wyborze pól startowych. Najskuteczniejszy tego dnia Tomasz Gollob wybierał jako pierwszy. Chudy, w swoim stylu przekombinował i zamiast pierwszego pola wziął drugie. To okazało się brzemienne w skutkach, bo najlepszy moment startowy miał Hampel i odjechał rywalom na bezpieczną odległość. Gollob był jeszcze uwikłany w walkę z Pedersenem, a gdy już uporał się z Duńczykiem, zabrakło czasu, by dogonić Hampela. Nie da się jednak ukryć, że nasz najbardziej utytułowany żużlowiec był tego dnia najszybszym zawodnikiem na torze i gdyby to on stanął na najwyższym stopniu podium, nikt nie mógłby mieć o to pretensji.


W sobotniej imprezie w Auckland duże znaczenie miały pola startowe i to one w dużej mierze decydowały o zajmowanych pozycjach. Nie zabrakło jednak efektownych szarż, a prawdziwe crème de la crème dla kibiców zaserwowali Darcy Ward i Emil Sajfutdinov:



Ward w pierwszej fazie zawodów był piekielnie szybki. W decydującym momencie zawodów został jednak w popisowy sposób ograny przez doświadczonych – Hampela i Pedersena. Jeszcze dużo nauki i pracy w sferze mentalnej przed tym młokosem, ale niewątpliwie będzie on groźny dla najlepszych i walka o medal IMŚ po rundzie w Auckland wcale nie brzmi abstrakcyjnie.


W Australii dużego pecha miał też Andreas Jonsson. Szwed, podobnie jak Ward dysponował niezwykle szybkim motocyklem, ale w półfinale z jego sprzętem zaczęły dziać się nieprzewidziane rzeczy. W końcu maszyna AJ’a zdefektowała i kosztem Skandynawa do finału wszedł solidny Greg Hancock.


Nie zabrakło również niespodzianek. Tą najbardziej pozytywną jest postawa Tai’a Woffindena. Brytyjczyk, również przez nas, był typowany na outsidera, a tymczasem dość pewnie wszedł do fazy półfinałowej i sprawił po sobie bardzo dobre wrażenie.


Inauguracyjne Grand Prix potwierdziło, że stawka zawodników jest niezwykle wyrównana i zarówno o tytule jak i miejsce w czołowej ósemce na koniec sezonu będą decydować pojedyncze wyścigu. Dramaturgii sprzyja również zmiana punktacji w finale, przez co zmniejszył się handicap zwycięzcy zawodów.


Kolejna runda za miesiąc w Bydgoszczy. Tam na pewno będzie emocjonująco, bo tor przy ulicy Sportowej sprzyja żużlowemu show. Czy w mieście nad Brdą Polacy tylko zamienią się miejscami
 

Kategoria: Żużel
Komentarze (0)