Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Żużel Mariusz Cieśliński: Leszno korzysta z naszego know-how

Mariusz Cieśliński: Leszno korzysta z naszego know-how

Żużel | 28 kwietnia 13:05 | Maciej Baraniak
Piotr Pawlicki (L), Mariusz Cieśliński (P)
fot. Marcin Karczewski/Superstar.com.pl
Piotr Pawlicki (L), Mariusz Cieśliński (P)

- My te standardy tworzyliśmy, cały ten know-how został przeniesiony do Leszna i nie odkryje tutaj Ameryki mówiąc, korzystają z tego co my wypracowaliśmy w Sparcie. Byliśmy pierwsi , bo Wrocław w zasadzie od 20 lat korzysta z doświadczenia profesora Marka Zatonia i z nim współpracujemy - powiedział Mariusz Cieśliński, trener ds przygotowania fizycznego w Betardzie Sparcie Wrocław. 

 

- Jak pan ocenia kondycyjne przygotowanie zawodników Sparty Wrocław do nowego sezonu?
- Kondycyjnie dobrze, standardy treningowe zawsze mamy wysokie, trochę nowych rzeczy wprowadziliśmy, ale również bazowaliśmy na punkcie odniesienia z lat poprzednich. We Wrocławiu standard treningu jest bardzo wysoki, zawodnicy którzy nawet już nie jeżdżą we Wrocławiu, ale kiedyś jeździli to wiedzą na czym to polega. Nic większego się nie zmieniło – ciężka praca i tyle. Początek sezonu i lecimy dalej!


- Starał się pan dużo z tych nowinek treningowych wprowadzić w czyn, tak aby żużlowcy nie znużyli się tą ciężką pracą przed sezonem, aby nie wkradła się monotonia?
- Staraliśmy się zrobić w miarę atrakcyjne treningi, mamy swoją bazę treningową na stadionie, ja jako trener o tym marzyłem – aby nie tułać się gdzieś po mieście. Mamy już ją drugi sezon, firma Dragon-Sports zrobiła nam fajną salkę i wyposażyła w koronie stadionu i tam trenujemy. Chłopaki mają ją do dyspozycji nie tylko podczas zimy, ale również w czasie całego trwającego sezonu. Kiedy tylko chcą mogą tam wpadać i cały sezon będziemy pracowali nad fizyką.


- W zeszłym roku kiedy rozmawiałem z Tomaszem Skrzypkiem z Unii Leszno, on powiedział, że mniej więcej są w stanie przewidzieć kiedy może nadejść moment kryzysowy u danego zawodnika. Jak pan odnosi się do czegoś takiego, faktycznie w dobie tylu nowinek, technik da się coś takiego przewidzieć czy to kwestia indywidualna?
- Jak by to tylko zależało od fizyki, to ja bym się zbytnio o to nie martwił. Wiadomo, że tu dochodzi jeszcze aspekt sprzętowy, więc tutaj musi zgrać się człowiek ze sprzętem i dopiero wtedy mamy pełnowartościowego żużlowca. Jego umiejętności, jego fizyka i sprzęt – to dopiero tworzy całość, nie on sam. Aspekt fizyczny jest również ważny, ale lata pracy z chłopakami nauczyły mnie tego, że jeszcze musi tutaj zagrać sprzęt. Chłopaki nie będą tylko biegli, ale muszą mieć dobry sprzęt pod ,, tyłkiem’’ i dopiero jadą. Głowa, umiejętności i cechy wolicjonalne i motocykl, który musi jechać do przodu.


- Tomasz Skrzypek opowiadał mi również, że w swoich przygotowaniach korzysta i zasięga porad u autorytetów związanych z AWF-em. Czy pan również w swoim programie przygotowawczym konsultuje się z pewnymi teoretykami?
- My te standardy tworzyliśmy, cały ten ,, know-how’’ został przeniesiony do Leszna i nie odkryje tutaj Ameryki mówiąc, korzystają z tego co my wypracowaliśmy w Sparcie. Byliśmy pierwsi , bo Wrocław w zasadzie od 20 lat korzysta z doświadczenia profesora Marka Zatonia i z nim współpracujemy. Mamy jakiś tutaj punkt odniesienia do tych wszystkich przygotowań i na tym bazujemy.


- Chciałem jeszcze dopytać o formę przedmeczowej rozgrzewki zawodników u pana. Jak rozmawiałem z Julią Chomską we Wrocławiu, powiedziała mi, że czasami jest tak , że jeden przed meczem potrzebuje większego pobudzenia a inny mniej, bo ktoś może być bardzo naładowany. Spotykacie się 1-2 godziny przed meczem i co wtedy?
- Zacznijmy najpierw od tego, że jesteśmy drużyną, ale to są indywidualiści. Każdy z nich ma swoje procedury startowe, mamy zawodników którzy jeżdżą w GP oraz lidze i każdy inaczej chce się przygotowywać do tego. Ja staram się przede wszystkim nie zaburzać tego, coś tam mogę sugerować, ale tak naprawdę zawodnicy sami się rozgrzewają. Znam ich już tyle, całą zimę z nimi spędzam i to już od lat. To jest pełna indywidualizacja przed startem, to nie jest tak jak w przypadku drużyny piłki nożnej lub innych sportów zespołowych, jeśli chodzi o rozgrzewkę. To są indywidualności i każdy z nich tak naprawdę potrzebuje czegoś innego, tak naprawdę.


- Rozmawiamy tuż po zakończonym pierwszym waszym meczu, przegranym z Unią Leszno 40:50. Z pana perspektywy dobrze się stało, że z obrońcą tytułu spotkaliście się już na inaugurację i widzicie czego Sparcie brakuje do takiego przeciwnika?
- W sporcie cały czas chodzi o to , aby dążyć do doskonałości i cały czas się rozwijać. Nawet jakby nam się udało tutaj wygrać , to i tak dalej byśmy szukali aby być lepsi. Światełko w tunelu jest, bo i tak chłopakom dało się odrobić trochę punktów. Potraciliśmy dużo na początku i później ciężko było tutaj na kimkolwiek odrabiać punkty, bo Leszno jest mocne. Pokazali jednak charakter, bo czasami było wybicie z rytmu, ale nie ma co gdybać. Można powiedzieć, że źle weszliśmy w ten mecz.


- A pana córka - Julia ostatecznie była w Lesznie na trybunach? Pytam, bo opowiadała mi, że chciałaby się wybrać, ale ma dużo obowiązków szkolnych.
- Tak chciała, ale ma egzaminy gimnazjalne i musi teraz troszeczkę ,,przycisnąć’’ naukę, tym bardziej że ma teraz bardzo dobrą średnią. Dla niej szkoła jest tak samo ważna, nawet ważniejsza w tym momencie. Jest już w WTS-ie trzeciu sezon w biurze prasowym i musi łączyć swoje obowiązki z obowiązkami drużyny, dla klubu. Jest na wolontariacie, cieszę się, ale najpierw egzaminy a potem będziemy jeździć na mecze.


- Część osób zaczyna właśnie swoją przygodę z klubem właśnie poprzez wolontariat, mając być może nadzieję i szansę na pracę w przyszłości w wymarzonym klubie. Pan jako ojciec jest chyba dumny z tego powodu?
- Tak to już jest jej trzeci sezon. Teraz ma 16 lat a zaczynała jak miała 14, jak łatwo policzyć. Pierwszy mecz , pierwsze zawody miała trochę stresowe, jak obsługiwała biuro prasowe. Można powiedzieć, że trochę ręce się trzęsły jak zawodnikom w debiucie a teraz zna już dziennikarzy z którymi współpracuje, odwiedzającymi biuro prasowe i choć może to dziwnie zabrzmi, ale już się zrobiła ,, takim starym wygą’’. Łączy przyjemność z pracą.


Rozmawiał: Maciej Baraniak


Kategoria: Żużel
Komentarze (0)