Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Żużel Parodia żużla w Lesznie

Parodia żużla w Lesznie

Żużel | 03 czerwca 2013 17:57 | Hubert Błaszczyk
Piotr Pawlicki nie miał okazji do rywalizacji z rzeszowianami.
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
Piotr Pawlicki nie miał okazji do rywalizacji z rzeszowianami.

Żużel to jedna z najbardziej niedocenianych dyscyplin sportu w naszym kraju. Wielu pasjonatów tej dyscypliny dziwi się, dlaczego ten sport jest tak mało popularny. Jeśli któryś z nich wybrał się na niedzielny mecz w Lesznie to nie ma wątpliwości, dlaczego żużel to nadal zaściankowy sport.


W niedzielę w Lesznie miał odbyć się mecz pomiędzy miejscową Unią a PGE Marmą Rzeszów. Spotkanie, które nie było może zapowiadane jako hit ENEA Ekstraligi, ale zgromadziło na trybunach 6 tysięcy fanów speedwaya.


Rzeszowianie od początku kwestionowali jednak stan leszczyńskiego toru. Nawierzchnia nie była może idealna, ale nie po to wprowadzono przed sezonem instytucję komisarzy toru, by teraz o zdatności toru do jazdy decydowała drużyna przyjezdnych. Zresztą po sugestiach rzeszowskiego obozu dokonano kosmetyki toru, po której można było bezpiecznie rywalizować na leszczyńskim owalu.


Okazało się jednak, że zawodnicy z Rzeszowa wyjeżdżać na tor nie mają zamiaru. Pierwszy, drugi, trzeci bieg – wszystkie kończyły się wynikami 5:0 dla Unii. Po pierwszej serii zawodnicy gości spakowali się i wyjechali ze stadionu, nic sobie nie robiąc z kibiców, którzy przyszli na Stadion im. Alfreda Smoczyka. 15 wyścigów zostało odjechanych w dwuosobowej obsadzie. Wynik – 75:0 dla Unii. Parodia.


Wszystko przez rzekomą obietnicę prezes Marty Półtorak, która przyrzekła swoim zawodnikom, że nie pojadą już w niebezpiecznych warunkach torowych, co w poprzednim roku zdarzało im się właśnie w Lesznie i Wrocławiu. Drugie zawody zakończyły się śmiercią Lee Richardsona, ale na ten zbieg nieszczęśliwych okoliczności wpływu nie miały tylko trudne warunki torowe. Brytyjczyk trafił w koło innego zawodnika, opanowanie motocykla w takim wypadku nie było możliwe. Teraz okazuje się jednak, że śmiercią Richardsona można sobie wycierać twarz i dyktować rywalom warunki, w jaki sposób mają przygotowywać tor.


Tak to jednak działać nie będzie. Aktorzy w żużlowym cyrku po raz kolejny posunęli się za daleko. W jaki sposób więc żużel ma stać się popularny skoro nadal zdarzają się tak żenujące sytuacje? Kto wyłoży po raz kolejny pieniądze na 15. bezsensownych wyścigów? Walki przecież kibice nie uświadczyli, a za bilety musieli zapłacić. Prezes Unii zapewnił już, że pieniądze za wejściówki zostaną zwrócone. To jednak nie stawia w komfortowej sytuacji samych leszczynian. Kto bowiem zapłaci za 75 punktów zdobytych przez zawodników Unii? Wiele pytań, mało odpowiedzi. Jedno jest pewne: parodia speedwaya po raz kolejny rozegrała się na naszych oczach.

Kategoria: Żużel
Komentarze (0)