Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Żużel Widziałem Orła cień... w fazie Play Off

Widziałem Orła cień... w fazie Play Off

Żużel | 05 sierpnia 2013 10:36 | Jakub Kacprzak

fot. Jakub Kacprzak

Jeszcze na przełomie grudnia 2012 i stycznia 2013 nie było pewne czy wystartują w lidze. Zmieniło się władze klubu, a drużynę budowano na ostatnią chwilę. Wydawało się, że łódzki Orzeł będzie miał niezwykle ciężkie zadanie, by utrzymać się w I Lidze. Tymczasem po zajęciu bezpiecznego, piątego miejsca w rozgrywkach, które daje utrzymanie, lecz nie upoważnia do jazdy w fazie Play Off, czuć można niedosyt. Dlaczego? Bo do załapania się w czołowej czwórce zabrakło naprawdę niewiele. Zacznijmy jednak od początku.


Wiadomo było, że późne ogłoszenie przystąpienia do rozgrywek nie ułatwi budowania składu. Prezes Janusz Ślączka (choć woli, by mówiono do niego per trenerze) musiał szukać żużlowców, którzy są wolni na rynku transferowym, a do tego na tyle tanich, by zmieścić się w ograniczonym budżecie. Z zeszłorocznego składu pozostało jedynie trzech zawodników. Peter Kildemand, Marcin Wawrzyniak i Jakub Jamróg, który dołączył do zespołu w trakcie sezonu. Jednak drużyna na papierze nie wyglądała tak słabo jak wydawać by się mogło. Kenni Larsen, Rory Schlein czy Magnus Zetterstroem to nazwiska, które budziły nadzieję. Przyznam szczerze, że byłem zaskoczony tym, że Orła wzmocnili właśnie ci zawodnicy. Oczywiście opieranie składu na obcokrajowcach miało swe minusy, które wyszły na jaw w trakcie sezonu. Mimo wszystko władzą łódzkiej zespołu należą się brawa za to, że na ostatnią chwilę zbudowano skład, który okazał się całkiem mocny. Zabrakło jedynie solidnych juniorów. Wydawało się, że strzałem w dziesiątkę będzie zakontraktowanie jako gości, braci Pulczyńskich. Niestety wychowankowie toruńskiego Unibaxu zawiedli. Dopiero druga połowa sezonu była udana dla Marcina Bubla.


Orzeł w 12 meczach wygrał 6, jedno zremisował, a pięć przegrał. Zdobył 15 dużych pkt (w tym dwa bonusowe), a w małych miał bilans +20. Dla porównania w zeszłym sezonie dorobek ten prezentował się ubożej. W 10 spotkaniach rok temu uzbierali łodzianie 10 pkt, wygrywając 4 spotkania i przegrywając sześć, a bilans małych pkt wyniósł +5. Tegoroczny sezon był niezwykle specyficzny. Łódzka drużyna bazując na zagranicznych żużlowcach nie miała przewagi na własnym torze. Było to spowodowane tym, że zawodnicy nie znali dobrze obiektu znajdującego się przy ulicy 6-sierpnia. Dlatego podopieczni Janusza Ślączki mieli takie same szanse zarówno u siebie jak i na wyjeździe. Orzeł potrafił wygrać u siebie z faworyzowanym GTŻ Grudziądz, ale i przegrać na własnym obiekcie z Lokomotive Daugavpils czy ŻKS Ostrovią. Kibice w Łodzi obejrzeli trzy wygrane, choć powinno być ich znacznie więcej. Szczególnie, że to właśnie mecze z Łotyszami i drużyną z Ostrowa Wlkp. okazały się być kluczowe dla losów Orła w tabeli. Porażki z tymi dwiema ekipami na własnym torze sprawiły, że w ostatecznym rozrachunku zabrakło łodzianom tak niewiele do tego, by wystąpić w fazie PO. Kibice mogą czuć więc niedosyt. Tym bardziej, że jeśli wygrywa się na niezwykle trudnym i niewdzięcznym terenie w Daugavpils przywożąc sześć małych punktów zaliczki, to u siebie TRZEBA było wygrać. Gdyby wtedy Orzeł pojechał na maksimum swych możliwości, miałby dodatkowe trzy punkty i dziś w tabeli byłby na trzecim miejscu. Pamiętajmy też o tym, że łodzianie zremisowali u siebie z Wybrzeżem Gdańsk, a w Ostrowie przegrali minimalnie trzema punktami. Wszystko to pokazuje, jak blisko Orzeł był awansu.


Pozytywów jest jednak sporo. Przed rozpoczęciem ostatniego meczu przeciwko Rawiczowi, Witold Skrzydlewski zapowiedział, że drużyna na pewno przystąpi do przyszłorocznych rozgrywek. Nie powinno więc być już budowania składu na ostatnią chwilę. Kibice dopisywali w tym roku i na frekwencję nie można było narzekać. Było wiele emocji, które w pełni ukazywały piękno speedwaya. Warto też podsumować samych zawodników i zadać sobie pytanie: który z nich powinien w Orle zostać na przyszły rok? Bez wątpienia największą gwiazdą i liderem był w tym roku Peter Kildemand. Jako jedyny z drużyny uzyskał średnią biegową ponad 2,000. Dokładnie wyniosła ona 2,271. Średnio w meczu zdobywał 11,36 pkt. Duńczyk powinien zostać w Łodzi na przyszły sezon. Jest waleczny, jeździ niezwykle inteligentnie i daje w każdym meczu z siebie wszystko. Równie dobrze spisał się Kenni Larsen. Gdyby nie kontuzja w meczu przeciwko Lublinowi, to być może Orzeł miałby większe szanse w walce o fazę PO. Kenni ze średnią biegową 1,972 i meczową 9,86 był drugim najlepszym zawodnikiem łódzkiego zespołu. Także powinien zostać na kolejny sezon, gdyż jego ambitna walka nie raz uratowała Orła przed porażką. Nie ma także wątpliwości, że Rory Schlein zasługuje na to, by dać mu miejsce w składzie. Średnia biegowa 1,950 i meczowa 8,92 to najlepsze argumenty, by sympatyczny Australijczyk znów pojawił się w Łodzi w przyszłym sezonie. Mieszane uczucia mam w stosunku do Zorro. Szwedzki weteran to niezwykle sympatyczna postać w świecie speedwaya, a swym doświadczeniem wspomaga młodszych kolegów. Miał jednak średnio udany sezon. W kilku meczach mógł spisać się znacznie lepiej. Wydaje się, że lepiej byłoby go na kolejny rok zastąpić młodszym, utalentowanym Polakiem.


A kto najbardziej zawiódł? Przede wszystkim bracia Pulczyńscy. Obydwaj zrezygnowali z jazdy dla Grudziądza, by startować w Łodzi. Jednak zarówno Emil jak i Kamil nie spisali się najlepiej. Średnie meczowe na poziomie 4,50 i 4,17 chluby nie przynoszą. Dlatego w przyszłym roku nie warto będzie starać się o to, by znów jako goście występowali w Łodzi. A i w Unibaxie będzie im ciężko, gdyż prawdziwą furorę robi tam Paweł Przedpełski. Kiepsko spisywali się też polscy seniorzy. Daniel Pytel i Ronnie Jamroży okazali się kompletnymi niewypałami. Całe szczęście, że do zespołu dołączył Kuba Jamróg, który musi zostać w Łodzi na kolejny rok. Jeśli udałoby się z tegorocznego składu zatrzymać właśnie Jamroga, a także Kildemanda, Schleina i Larsena, byłby to duży sukces dla Orła. Jednak o transferach na razie nie ma co myśleć. Poczekajmy do końca sezonu i zimowej przerwy.


Podsumowując. Zabrakło naprawdę niewiele, by Orzeł był w Play Offach. Taki sam bilans punktowy jak Lokomotive Daugavpils, lecz w bezpośrednim starciu to Łotysze byli lepsi, dzięki czemu zajęli czwarte miejsce. Czuć niedosyt, ale kto się spodziewał przed sezonem, że zabraknie tak niewiele do PO? Słońce wschodzi nad łódzkim żużlem i miejmy nadzieję, że przyszły rok będzie jeszcze bardziej udany.
 

Kategoria: Żużel
Komentarze (0)